sobota, 13 stycznia 2018

Ulubieńcy roku 2017 - pielęgnacja


Obiecuję, to już ostatni post z serii "Ulubieńcy", ostatni z serii podsumowań, ostatni taki wiecie... Jakich mamy ostatnio dość. Przynajmniej na jakiś czas! Czas na ulubioną pielęgnację! A tej wcale nie ma wiele.

Jak już wspominałam wcześniej, moja skóra tego roku, po wakacjach, przeszła kryzys. Na tyle poważny, że aktualnie leczę się doustnie u dermatologa. Moja pielęgnacja stała się dość uboga. Niewiele rzeczy mi odpowiadało, niewiele zadowalało, niewiele też chciałam wprowadzać, by nie pogorszyć stanu skóry, który już był zły.


Jednym z produktów, który wręcz mnie zachwycił jest Age Prevention Superfood Cleanser od Youth To The People, czyli żel do oczyszczania skóry, który niedawno pojawił się na półkach w polskiej Sephora. Geniusz! Oczyszcza dokładnie, ale delikatnie. Po zmyciu go z twarzy czuć niesamowitą świeżość, do tego pachnie tak orzeźwiająco i nie wysusza skóry! Dawno, dawno nie miałam tak fajnego produktu do mycia. Minus jest jeden - stosunek wydajności do ceny - zabójczy (129 zł). Przy codziennym stosowaniu wystarczy tak naprawdę na 1,5 - 2 miesiące, także po skończeniu nie wiem, co zrobię... Niby szukam zamiennika, ale nie wiem, jak to się skończy!

Drugi zielony to tonik z Irysem od Clarins do cery mieszanej i tłustej, z którym początkowo miałam neutralną relację. Doceniłam go w połowie opakowania! Jest to tonik z prawdziwego zdarzenia, czyli robi to, co ma robić - tonizuje, odświeża, nawilża, sprawia, że kolejna pielęgnacja wchłania się szybciej, lepiej i potrzeba jej mniej. Mam wrażenie, że również balansuje działanie skóry. Nie zawiera alkoholu, co jest dla mnie rzeczą dość ważną przy wyborze toniku. To kolejny kosmetyk, który dobija już dna... Serio, nie wiem, co dalej! Ale tym razem chyba postawię na naturę!


Swoje miejsce zdecydowanie musi tu mieć niebieski krem Klair's o nazwie Midnight Blue Calming Cream. Już wiem, o co chodzi z tym szumem na jego temat! Jest po prostu dobry. Odstresowuje skórę, sprawia, że nie jest aż tak wrażliwa, jak przed rozpoczęciem używania go, nawilża. Szkoda, że ma tak bogatą konsystencję, gdyż z chęcią noszę go również w dzień, lecz wtedy moja buzia szybciej zaczyna się błyszczeć. Ale coś za coś. Poszłam na kompromis! Pokochają go osoby ze skórą nadwrażliwą, obolałą od wyprysków i zanieczyszczoną.


No i płynne złoto od Kolendo! Wspominałam o nim już wielokrotnie. I słusznie, bo Bless Me to świetne serum! Odżywia, rozświetla, nawilża, wygładza i zmiękcza. Cera po aplikacji absolutnie nie wygląda jak tłusta, gdyż olejek ma formę suchego olejku. No, co tu dużo pisać, nadal uwielbiam!

Nie wierzę, że taka pozycja się tu pojawia, ale tak! Znalazłam coś, czym mycie naprawdę sprawia mi przyjemność i są to produkty do mycia ciała Dove. W tym momencie ciężko mi wyobrazić sobie, bym myła się czymkolwiek innym! Tylko po tych kremach (żelach?) moja skóra po wytarciu ręcznikiem nie jest jak papierek i na razie nie zamierzam wprowadzać zmian!

Kiedy już mam na sobie jakieś kosmetyki kolorowe, zmywam je olejkiem Sephora, który (czy kogoś to dziwi?) również się kończy. Nie jest to produkt o wybitnym składzie, ale u mnie po prostu się sprawdza. Rozpuszcza wszystko w mig, a po dodaniu wody zmienia się w przyjemną emulsję. Nie pozostawia po sobie lepkiej warstwy, zaś nawilżoną, odżywioną, miękką skórę.


Lip Sleeping Mask od Laneige. Ta maska do ust to życie! Kto nie próbował, a ma problem ze spierzchniętymi ustami, musi, po prostu musi jej wypróbować, a nie będzie chciał już niczego innego! Lepsza od wszelkich peelingów, od wszelkich mazideł!

Mamy też żelowe płatki pod oczy ze śluzem ślimaka ze Skin79. Bardzo przyjemny produkt przed wielkim wyjściem albo do domowego SPA. Szybko nawilżają skórę, sprawiają, iż nie wygląda na zmęczoną, delikatnie redukują zasinienia. Najlepsze, jakich używałam. Zdecydowanie!


I produkt gwiazda - maska Hydra Beauty od Chanel. Najsilniej nawilżająca maska ever! Czasem stosuję jako krem na noc, czasem jako krem na dzień. Rzadko jako maska, bo najzwyczajniej wtedy działanie jest delikatniejsze. Ekspresowo rozprawia się z przesuszoną skórą, a do tego pachnie niesamowicie, jak cała ta seria. Spokojnie mogliby stworzyć perfumy o tym zapachu i mieliby już pierwszą klientkę.

Tak wyglądają moi skromni ulubieńcy. Co ciekawe - praktycznie wszystko w tym zestawieniu różni się od zeszłorocznego. Co znajdzie się tu za rok? A co w tym roku podbiło Twoją kosmetyczkę?
utf