sobota, 6 stycznia 2018

Kosmetyczni ulubieńcy 2017 - kolorówka


No i są! Część pierwsza przed nami. Przyznam szczerze, że uwielbiam oglądać, czytać takie wpisy, ale jak sama mam się za to zabrać, to krew mnie zalewa. Serio, serio. Zapraszam na subiektywny przegląd ulubieńców 2017 i z ogromną ciekawością czekam na Twoje typy!

Żeby wszystko miało ręce i nogi, postanowiłam podzielić produkty jakoś sensownie na kategorie. Zatem zaczynamy!

TWARZ

Bare Minerals, Bare Pro (płynna wersja) to kosmetyk, który pokazuję tu już po raz kolejny i nie bez przyczyny. Jeśli wielkie wyjście, długie wyjście, najwyższa trwałość, odporność na ścieranie, to tylko on! Nadal nie dowierzam, że Bare Minerals wypuściła podkład o takich właściwościach i serdecznie jej za to dziękuję. Łączy w sobie to, co najbardziej pożądam - świetnie kryje, zastyga bez efektu ściągnięcia, skóra cały czas wygląda jak skóra, nie jak maska, jest mega trwały, delikatnie ogranicza przetłuszczanie się, ma przyjemną, lekką, lejącą konsystencję i nawet najjaśniejsze bladziochy znajdą coś dla siebie! Mistrz i chyba największe zaskoczenie tego roku!


Klairs, Illuminating Supple Blemish Cream jest zgoła inny, aniżeli powyższa pozycja, aczkolwiek równie ważny w mojej makijażowej działalności. Przede wszystkim to nie podkład, a BB krem. Jego krycie określiłabym jako średnie, wykończenie jako satynowe, kolor jaśniutki (odrobinę jaśniejszy niż najjaśniejszy Bare Pro), ale gdyby kazano mi napisać o nim krótko i na temat - największy sprzymierzeniec naturalnego look'u i skór mieszanych (strefa T tłusta, reszta normalna albo sucha). Jest to ewenement spośród wszystkich BB kremów, jakie testowałam, gdyż jednocześnie jest bardzo trwały, wygląda naturalnie, a do tego solidnie ogranicza działalność gruczołów łojowych bez płaskiego, matowego efektu i przesuszenia. Do tego posiada bardzo wysoki filtr, więc spokojnie można latać w nim, podczas gdy słońce muska naszą skórę. Klairs, robisz to dobrze.

The Face Shop, Magic Cover BB Cream, czyli ten, który ratował mnie z opresji. Kiedy moja skóra miała dość wszystkiego, kiedy jednocześnie była przesuszona i wypryszczona, a ja musiałam wyglądać co najmniej względnie. Ten BBik kryje mocno, ale jest lekki jak mgła. Trwałość godna pochwały. Wykończenie świetliste, ale spokojnie, nie sprawia, iż skóra przetłuszcza się szybciej. Można wyregulować je pudrem, co robię ja. Spokojnie mogę go polecić dla każdego typu skóry. Dla mnie - niezawodny, nawet w roli korektora pod oko!

Nars, Soft Matte Complete Concealer - kolejne odkrycie roku. To korektor w słoiczku o pełnym kryciu i w sumie dość lekkiej konsystencji. Znasz kółko kamuflaży Kryolan? Przy nich Nars to piórko! Zwykle używam go jako baza pod cienie, w której roli sprawdza się rewelacyjnie. Uwielbiam też używać go jako korektora pod oko, ale także jako kamuflaż na niedoskonałości. Jest jednocześnie bardzo napigmentowany, ale nie obciąża skóry, nie podkreśla suchości. Bardzo ładnie wygląda także jako podkład, tak, w ten sposób też go testowałam. Szalenie wydajny i niezbędny w mojej kosmetyczce!


YSL, Touche Eclat. Produkt legenda, którą doceniłam dopiero po niemal roku pracy w klimie. Nastał moment, kiedy tylko on dawał radę pod okiem. Naprawdę. Miałam taką suszę, że nie było produktu, który był w stanie mnie zadowolić i uratować. Aż wpadł w moje dłonie i okazało się, że krycie wcale nie jest takie słabe, a konsystencja na tyle lekka, bogata, ale też długotrwała, że zostanie ze mną na dłużej. Fankom krycia a'la Full Cover odradzam, ale tym z Was, które potrzebują średniego krycia i przede wszystkim komfortu - zdecydowanie polecam.

MAC, Studio Conceal and Correct Palette to paleta korektorów, do której wzdychałam z 1,5 roku... Jest to niezbędnik dla wizażysty. Pod oko, na niedoskonałości, do wymieszania z innym kosmetykiem. Multifunkcjonalność to coś, co kocham!

Chanel, Poudre Universelle Libre to jeden z trzech niezbędnych mi do życia pudrów. Drobno zmielony, transparentny, robi na buzi photoshopa, pozostawia satynowe wykończenie, idealny do bakingu, utrwala na bardzo długo, świetny i pod oko i na całą skórę twarzy. Kto nie spróbował - musi! Gdybym miała wybrać jeden puder, byłby to właśnie on. Ale że nie muszę, są więc trzy!


Kat von D, Lock-it Setting Powder to ten drugi. Daje totalnie różne wykończenie od pudru Chanel, ale również stwarza iluzję gładkiej, nieporowatej powierzchni, za co go cenię. Jest to puder zdecydowanie bardziej świetlisty, ale dzięki temu, w jaki sposób trzyma w ryzach sebum, jestem go w stanie z powodzeniem używać. Fajnie wygląda pod okiem i pięknie na twarzy. Ciężko pisać o efekcie, tego trzeba spróbować na sobie!

Pixie Cosmetics, Mega Matte Kapok Tree Powder to coś jeszcze innego. Daje z nich trzech najbardziej matowe wykończenie, więc fanki satyny i blasku mogą na niego nie patrzeć. Jest drobno zmielony, miałki, lecz początkowo dość mocno bieli, po kilku minutach wtapia się w cerę. Najbardziej lubię go stosować solo, wtedy służy mi najlepiej. Mat trzyma wyśmienicie!


Kat von D, Shade+Light Contour Palette to idealna paleta do modelowania twarzy! Gdybym wiedziała, że będę w jej posiadaniu, darowałabym sobie każdy wcześniejszy brązer. Pudry w niej są zmielone cu-do-wnie! Delikatne, miękkie. Przez to, oczywiście, trochę się pylą, ale wybaczam. Rozcieranie trwa dosłownie kilka chwil, a odcienie pozwalają używać jej naprawdę na każdym, kogo maluję. Nie wiem, czy kiedykolwiek znajdę coś lepszego. Wątpię!


Kat von D, Alchemist Holographic Palette. No cóż, Kat von D szturmem wbiła się w moje zestawienie, ale co poradzę? Ta paleta to mój Święty Graal i może znaleźć się w kategorii "twarz", "usta" oraz "oczy", bo stosuję ją i jako rozświetlacze i jako cienie i czasem jako top na usta. Geniusz w swojej prostocie! Pudry pozostawiają na skórze piękną taflę, żadne chamskie drobinki! Klasyk dla fanek błysku, blasku i jednorożców. Powtarzam się, ale taka prawda!

OCZY

NYX, Ultimate Palette (Brights). W tym roku niewiele było cieni, które powaliło mnie na łopatki i sprawiło, że chcę używać tylko ich, a tu się udało! Mimo, że ta paleta nie jest idealna. Część cieni jest lepsza, część jest gorsza, ale znajdę w niej niemal wszystko, co uwielbiam - kolory! Fakt, że bywa i tak, że muszę się namęczyć przy budowaniu krycia, ale jest warta zachodu. Z chęcią poznałabym coś takiego, tylko w lepszej jakości, żeby już nigdy nie biadolić. Czy jest coś takiego we wszystkich kolorach tęczy w jednej palecie, a ja o tym nie wiem?


MIYO, Five Points Palette (Carnival) to paleta, która ścięła mnie z nóg. To jest dopiero pigment! W niebieskim i różowym cieniu tak mocny, że potrafi zabarwić włosie pędzla! Wiem, niezbyt pocieszające, ale to fakt. Marka MIYO w tym roku również zawładnęła moim kosmetycznym światem. Świetne formułu, niskie ceny, wspaniała jakość!

NYX, Glitter Primer to klej do pigmentów i brokatu i przyznać muszę, że w tym roku był moim wybawieniem. Robi to, co ma robić. Jedyny. Najlepszy!

BRWI

Anastasia Beverly Hills, Brow Powder Duo. W kategorii brwi zwycięzca może być tylko jeden, choć to nie jedyny produkt, którego używam! Malutkie puzderko zawiera dwa idealne dla mnie odcienie pudrów, które malują niemal same. Przy ich pomocy mogę stworzyć idealne, brwiowe ombre na sobie i większości moich modelek. Mam je już chyba 1,5 roku, a do denka nadal daleko... Najlepsze cienie do brwi ever!

USTA

MIYO, pomadki z serii Lip Ammo, Lip Me Lipstick oraz błyszczyki Outstanding Lip Gloss (odcienie Impulse & Go Go Doll) to coś, co można określić słowami: mogliby sprzedawać je co najmniej pięć razy drożej, a i tak by schodziły! Mój lipartowy świat został zawładnięty przez tę markę. Pomadki są trwałe, wpijają się w usta, przy tym ich nie wysuszają i są bardzo komfortowe w nakładaniu i noszeniu, a kosztują około 13 zł. Stawiam je spokojnie obok takich marek jak MAC, czy Marc Jacobs. Błyszczyki natomiast ukochałam sobie do tej pory dwa (odcienie podałam wyżej). Uwielbiam używać ich na "czyste" usta oraz jako wykończenie na inne pomadki. Znajdziesz je na stronie MIYO oraz w sklepach Auchan, gdzie polecam otwierać szufladki, bo personelowi nie chce się ich wyciągać i na przykład w Łodzi szafa od samego początku stoi niemal pusta.


Marc Jacobs, Le Marc Lip Creme (Willful). Gdybym miała wybrać jedną pomadkę na całe życie, to byłaby ta. Mój idealny kolor, cudowna, kremowa formuła, na ustach satyna, elegancki design, opakowanie zamykane na magnes. Zanim ją kupiłam, czekałam rok. Opłacało się czekać! Można nałożyć tylko ją, maznąć rzęsy i voila, gotowe!


MAC, Lipstick (Heroine) utwierdza mnie w tym, że uwielbiam wszystko, co fioletowe. Z pewnością będzie mi towarzyszyła przez następny rok, gdyż w 2018 wg Pantone króluje kolor o nazwie Ultra Violet. Kocham ją za to, że podobnie jak Willful potrafi sama zrobić cały makijaż, a do tego jest trwała i komfortowa w noszeniu. Nie bez przyczyny uwielbiam pomadki MAC!



Sephora, Rouge Gel Lip Liner (Rose wine) to żelowa konturówka, która w gorszych, trzęsących chwilach pomaga mi idealnie wyrysować usta. Stosuję na dwa sposoby - jako konturówkę oraz jako pomadkę. W obydwu przypadkach sprawdza się świetnie! Jest miękka, trwała, gładko sunie po ustach. Będzie idealna dla tych, którzy mają problem z nałożeniem czerwonej pomadki!


INNE

NYX, Pro Foundation Mixer (biały) to must have dla bladziochów, wizażystów, czy tych, którzy nie mogą znaleźć idealnego odcienia podkładu. Wymieszany nawet w stosunku pół na pół z innym produktem nie zmienia jego konsystencji i właściwości. Za to go uwielbiam! Często pomaga mi również w stworzeniu cut crease, gdyż ma delikatne właściwości zastygające. W zapasie czeka już na mnie drugie opakowanie. To coś oznacza!


MAC, Fix+ może być stosowany na różne sposoby. Dla mnie to przede wszystkim idealny produkt do aplikacji sypkich pigmentów albo foliowych cieni. Co najmniej dwukrotnie zwiększa blask produktu, dodatkowo sprawiając, że są one nie do ruszenia. Zdarza się, że scalę nim warstwy makijażu, dodam glow po bokach twarzy albo po prostu psiknę sobie dla przyjemności, gdyż zapach ma boski! Nie jest to produkt z najtańszej półki, ale swój posiadam już rok i zapewne kupię kolejną butlę!


Beauty Blender też ma tu swoje miejsce! Bez niego makijaż u mnie nie istnieje! Najlepszy wynalazek w świecie urody. I kropka!

I tak to się właśnie ukształtowało. Szczerze? Myślałam, że będzie tego mniej, a tu jednak... Jestem ciekawa, czy wśród moich ulubieńców znalazłaś coś dla siebie? A może któryś z kosmetyków się u Ciebie nie sprawdził? Czekam na Twój głos w tej sprawie i niebawem zapraszam na kolejną część. Tym razem pod lupę weźmiemy pielęgnację!


utf