czwartek, 21 grudnia 2017

Wybrańcy: moje ulubione pomadki


Długo, długo zbierałam się do tego posta. W końcu z całej gromadki wcale nie łatwo jest wybrać 10 najchętniej używanych przeze mnie pomadek. Ale w końcu się udało! Zapraszam do przejrzenia moich wybranek.



1. Gdybym miała wybrać jedną pomadkę, myślę, że to byłaby ona. Willful, Marc Jacobs Beauty. Jest przepiękna, w odcieniu różowego fioletu, utrzymana w chłodnej tonacji. Czuję się w niej fenomenalnie i uwielbiam za to, że wystarczy maznąć brwi i rzęsy, nałożyć ją na usta i makijaż gotowy, gdyż to ona robi całą robotę! Jest to pomadka o konsystencji kremowej, o wykończeniu satynowo-matowym.



2. MAC, Model Behavior. Moje największe pomadkowe szaleństwo. Mieni się co najmniej na kilka kolorów, ale te, które widać na pierwszy rzut oka to śliwka i niebieskości. Również potrafi stworzyć pełen efekt, przy znikomym makijażu reszty twarzy, za co ją cenię. Bardzo łatwo sunie po ustach, a przy tym jest naprawdę trwała - jak to pomadki o wykończeniu Frost. Nie tylko na specjalne okazje. Bynajmniej nie w moim przypadku.



3. Niedawne odkrycie, czyli Rouge Gel Lip Liner marki Sephora w kolorze Rose wine. Nie jest to pomadka, lecz konturówka, ale jak dla mnie? Super sprawdza się w obydwu rolach. Jest miękka, żelowa, przyjemnie się rozprowadza, bardzo trwała. Jej wykończenie to satyna, a kolor... Hm. brązowy nudziak? Musze zaopatrzyć się też w inne odcienie!


4. Kolor - wamp - Lisbona z MIYO (seria Lip Ammo). Ostrzegam, nie jedyna moja propozycja od tej marki. Charakteryzuje się cudownym, zgaszonym odcieniem kasztanowym, z domieszką czerwonych tonów. Kremowa, miękka, idealnie wyważona. Bardzo trwała - delikatnie barwi usta. W zawrotnej cenie 11,99 zł.



5. Najbardziej uzależniający kolor w mojej kolekcji, czyli MACowa Heroina. Ileż ja za nią wzdychałam... Z 2 lata! Aż w końcu weszłam do salonu MAC i po prostu powiedziałam, że mam dość tej platonicznej miłości i po prostu ją biorę. Nie żałuję! Heroina ma matowe wykończenie, ale w swej konsystencji nie jest ani odrobinę tępa. Bardzo trwała (jak wszystkie matowe MACówki). Odcień chłodnego fioletu - idealny na jesień, zimę, wiosnę i lato. Tak. Ja nie czuję czegoś takiego, że takie kolory na wiosnę, a takie na lato. Noszę to, na co mam ochotę.


6. A to posiadaczka najpiękniejszej oprawy wizualnej.. YSL i jej Rouge Volupte Shine (Fuchsia Stiletto). Pomadki YSL poznałam pzypadkowo i kiedy moja miłość rozkwitła, udało mi się również zauroczyć ich formułą Moją Mamę. Pomadki z tej serii poza wspomnianym przepięknym opakowaniem, posiadają nieziemski zapach tropikalnych owoców oraz żelową konsystencję, która rozpływa się wraz z dotykiem ust, przy czym nie rozlewa poza kontury! Odcienie mocniej napigmentowane, jak moja sztuka, wżerają się w usta i zachowują jak tint. Kiedy po błyszczącej warstwie nie ma już widu, nasze usta cały czas pozostają pokolorowane. Zwykle towarzyszy mi na wyjazdach, bo usta wyglądają na wypielęgnowane, pełne, ale też nie muszę się martwić o dziwne ubytki po napiciu się herbaty. Poza tym - to też ten odcień, który robi cały makijaż.


7. MAC - Twig. Jedna z moich pierwszych pomadek tej marki. Przyznam, że wybieram ją, kiedy nie mam ochoty nakładać na usta nic krzykliwego, kiedy chcę wtopić się w tłum, nie zwracać na siebie uwagi. Taki, o, brązowy, który czasem wybija u mnie na różowo. Wcale nie jasny, ale stonowany. Jej wykończenie to Satin, ale co z tego? Również trwała. Jak cholera!



8. Bare Minerals, Mat Gen Nude (Wink). Nigdy nie sądziłam, że taki kolor znajdzie się w moim zestawieniu. Toż to totalny nudziak jest!  Zwykle nie noszę takich kolorów. Czuję się jeszcze bledsza niż w rzeczywistości i taka... Nijaka. Ten produkt jednak ma coś w sobie. Poza przyjemnym zapachem i konsystencją, po prostu fajnie się nosi. Nie jest szalenie trwała, ale delikatnie zastyga, nie tworząc przy tym skorupy, co dla mnie jest niesamowicie ważne. Nie cierpię zastygających na mat pomadek! Niepozorna, ale zwiastuje fajne zmiany i rozwój marki Bare Minerals. Cieszę się ogromnie i polecam wypróbować!



9. Warszawo, jakaś Ty piękna! Tak, to kolejna pomadka MIYO, w odcieniu Warsaw. Konsystencja, trwałość i zachowanie identyczne, jak przy kolorze Lisbon. Warsaw to mocno nasycony, chłodny róż, który skradł moje oko przy pierwszym spojrzeniu. Myślę, że to nie przypadek, iż taki kolor został nazwany w ten sposób. Polska jest gotowa na eksplozję kolorów!



10. Zestawienie zamyka ognista czerwień o nazwie Sevilla, również z MIYO. Idealna, neutralna czerwień. Ani nazbyt ciepła, ani chłodna, idealna. Rzekłabym, że odpowiednia na ten świąteczny czas dla fanek klasyków. Szczerze? Najpiękniejsza czerwień w mojej kolekcji!

I tak właśnie wygląda dziesięć moich ulubionych pomadek. Czy znasz/posiadasz którąś z nich? A jakie są Twoje ulubione pomadki? Koniecznie chcę się o tym dowiedzieć!
utf