sobota, 2 września 2017

Pierwszy raz we Wrocku, Hello Asia vol. 2


Trzy tygodnie temu miałam niesamowitą przyjemność wziąć udział w blogerskim spotkaniu. Ale nie byle jakim! Nie dość, że z osobami, które mają podobne zainteresowania kosmetycznie, do tego w klimatycznym Wrocławiu, to jeszcze cały event kręcił się tylko i wyłącznie wokół kosmetyków azjatyckich. Kto ciekaw, co się działo i jakie przeszkody napotkaliśmy?

No więc tak. Z Łodzi do Wrocka niby blisko, ale żeby dojechać i wrócić pociągiem... Krótko mówiąc, ilość połączeń jest zatrważająca. Ale nie będę teraz narzekała dwadzieścia zdań na PKP.

Pod pachę zabrałam Artura (a może na odwrót?) i pojechaliśmy. A co. Razem zawsze raźniej. I lepiej! Najlepiej!


Jak już dojechaliśmy, napotkał nas upał. Żar lał się z nieba. Na szczęście klima w autobusach działała, a woda termalna była na nasze wezwanie. Jak już się rozlokowaliśmy i ogarnęliśmy, ruszyliśmy na oględziny miasta. Szczerze mówiąc, we Wrocławiu byłam pierwszy raz i rynek zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie. 


Niestety, wracając zaczęło lać i grzmieć tak, że wsiedliśmy w pierwszy, lepszy autobus. Kupiliśmy sobie bilety godzinne i jazda! Nieważne gdzie i czym. Ważne, by nie zmoknąć do suchej nitki! Finalnie to było dość zabawne. Trochę miasta się zwiedziło.


Przechodząc do samego Hello Asia vol. 2. 
Jak nazwa mówi - spotkanie odbyło się drugi raz. Rok temu niestety, nie byłam w stanie dotrzeć. Tym razem już dwa miesiące wcześniej zaklepałam właściwy termin i nie odpuszczałam mimo wszelkich przeciwności.

I stało się. Poznałam naprawdę fajnych ludzi, których kojarzyłam jedynie ze zdjęć, czy filmów. Nie ukrywam, nie przepadam za eventami i naprawdę rzadko się na nich pojawiam, ale tego zdecydowanie nie żałuję. Gratuluję Patrycji oraz Oli, które świetnie to przygotowały! 


Najciekawszą częścią spotkania był dla mnie wykład, podczas którego ekipa Rare Beauty Market poruszyła temat osobowości (cold/hot), ale też wprowadziła nas w tajniki masażu leczniczego, którym możemy kolokwialnie mówiąc, zrobić sobie dobrze. Dokładniej, mam tu na myśli uciskanie odpowiednich części dłoni, w przypadku bólu konkretnych narządów. Długo byłoby o tym pisać, a serio, nie chcę, by post ten zamienił się w tasiemiec. Choć nie wiem, czy nie za późno!


Jako osoba kochająca malować innych, niezmiernie zaciekawiła mnie również obecność najprawdziwszej, koreańskiej makijażystki, której pracę mogłam obserwować krok po kroku. 
Makijaż azjatycki jest specyficzny. Naturalnie podkreślone brwi, świetlista cera, muśnięte różem policzki, soczyste usta ombre i podkreślone oko. W sumie postaram się kiedyś zrobić coś na wzór tego, czego się nauczyłam, oglądając jej poczynania. Choć nie ukrywam. Będzie to wyzwanie.

Hello Asia to było też dla mnie pierwsze w życiu sushi. I chyba ostatnie. Za to słodkości mogę wżerać, ile się da! 

Nie obyło się także bez innych dobroci! Jeśli mam być szczera, z wszystkich giftów, jakie otrzymałam, a jest tego napraaaaaaaawdę mnóstwo, moje serce skradły kubek i torba z grafiką, którą przygotowała Feeling Fancy. Olu, jeszcze raz, Twoja praca jest cu - do - wna, a torba towarzyszy mi wszędzie, gdzie się da!


A propos dobroci... Na miejscu czekała nas premiera nowej marki - Meldvici. To marka własna przesympatycznej ekipy Rare Beauty Market. Bardzo podoba mi się ich filozofia. Ma być jak najnaturalniej i najbezpieczniej. Na razie na horyzoncie widać emulsję i toner, który już prawie denkuję, lecz mam nadzieję, że to tylko zalążek! Chcę więcej!


Spotkanie to zmieniło też coś we mnie. Z ogromną przyjemnością powróciłam do kosmetyków koreańskich. Przez ostatnie pół roku moją kosmetyczkę zdetronizowało Jułesej. Nie, żebym totalnie zrezygnowała z zachodnich produktów, ale zaszły w mojej pielęgnacji konkretne roszady. Za jakiś czas na pewno znajdzie się na to miejsce na Okiem Justyny.


A teraz pragnę jeszcze raz podziękować za możliwość udziału w tym świetnym wydarzeniu. W reszcie udało nam się dojechać (po kilku latach planowania) do Wrocławia, poznałam ciekawych ludzi, miło spędziłam czas, trochę nowego się dowiedziałam i po prostu było fajnie! Wiem, Dziewczyny, ile Was to pracy kosztowało. Doceniam i szanuję!


utf