niedziela, 10 września 2017

Najbardziej naturalna koreańska maska? Kit czy hit?


Gdybym miała wybrać jeden typ produktów pielęgnacyjnych, który jest moim ulubionym, byłyby to chyba maski. Fakt, mocno również lubię tonery, ale to maseczki są top of the top w mojej pielęgnacyjnej rutynie. Dlatego dziś pod lupę bierzemy kolejną sztukę. Czy zdziwi to kogokolwiek, że pochodzi ona z Korei?

Myślę, że niezbyt.

Produkt zwie się Nature's Solution Calming Pack i jest wyrobem marki Goodal, która stara się być naturalną oraz dawać to, co najlepsze swoim klientom. Stąd nazwa: good + all = Goodal. Tak proste, a nie wpadłam na to sama!

Maseczkę otrzymałam w ramach współpracy ze sklepem Jolse. Chciałam zostawić do niej link, lecz niestety już jej tam nie widzę. Ale co tam. Proszę sobie spojrzeć na resztę wyrobów Goodal.


Kosmetyk otrzymujemy w plastikowym, zakręcanym opakowaniu. Sam środek chroniony jest dodatkowym wieczkiem, za co ode mnie duży plus! Nie cierpię, gdy takiego bajeru nie ma i wszystko wokół zaczyna być oblepione i wyciekać z pudełeczka. A tak? Maska podróżuje sobie ze mną, bez obaw o ubrudzenie innych kosmetyków.


Calming Wash Off Pack mam już około pół roku, więc znam ją niemal na wylot. Jaka więc jest? Zacznę może od najważniejszego: różana. I aromat różany jest w niej wyczuwalny baaaaardzo wyraźnie. Mnie odpowiada. Jest naturalny, nieprzesiąknięty chemią, przyjemny.
Nie umknęło też mojej uwadze, że w kosmetyku znajdują się kawałki róży i szczerze mówiąc, to chyba tym urzekła mnie najbardziej, zanim jeszcze ją dostałam. Uwielbiam takie estetyczne chwyty! Dzięki temu też ma się oczywiście wrażenie, że produkt jest szalenie naturalny.

I w sumie sporo tej natury marce Goodal udało się wcisnąć w to maleństwo. Mamy mnóstwo ekstraktów roślinnych (m.in.: różany, truskawkowy, jagodowy), fermentowaną wodę różaną oraz kwiat róży. Jest dobrze!


Co do samego produktu, to jest to maska o konsystencji gęstawego żelu, która cudownie koi i łagodzi zmęczoną, czy podrażnioną skórę. Przyjemnie używa jej się i rano i wieczorem. Rano - szczególnie po wyjęciu z lodówki - daje doładowanie naszej skórze. Minimalizuje opuchliznę, orzeźwia. Wieczorem - już bez tej lodówki - wycisza, działa aromaterapeutycznie, uspokaja zmęczoną po całym dniu cerę. Oczywiście nie obyłoby się bez nawilżenia, choć nie jest ono tak dogłębne, jak po innych maskach, które znam.


Nie nazwałabym jej totalnym must have, ale lubię, używam i zużyję do końca. To produkt, który zachwyci maniaczki masek i osoby lubiące coś innego, bo umówmy się, nie ma wielu takich produktów, w których jak na dłoni widać kwiatki, sratki i inne tego typu dodatki.

No, chyba że znasz jakieś ciekawe pozycje z takimi wstawkami, które mogłabym przygarnąć? Koniecznie daj znać!

utf