niedziela, 20 sierpnia 2017

Skin Watchers, Galactomyces Treatment Toner


Myślę, że większość z nas raz na jakiś czas ma po prostu na coś fazę. Ja około pół roku temu miałam niesamowitą na toniki i, w szale poszukiwań, natknęłam się na ten. Nie był to jednak przypadek, bo z marką Skin Watchers kojarzyłam dobre wspomnienia, dzięki świetnemu proszkowi myjącemu (link).
Od toniku oczekuję sporo, bo jestem dość wybredna. Lubię, kiedy regulują balans skóry, są bezalkoholowe, nie pozostawiają filmu na skórze i ładnie pachną.

Galaclomyces Treatment Toner to produkt, któremu poprzeczkę zawiesiłam wysoko, bo, jak już wspomniałam, marka dobrze mi się kojarzyła oraz promuje się jako naturalna, o wysokiej skuteczności działania. Nie, żebym wierzyła w każde zapewnienia producenta. Nie, nie, nie. Ale ten wzbudzał we mnie poczucie zaufania. Czy słusznie?


Zacznę od tego, że nie wgłębiałam się w skład produktu przed zamówieniem go. Wiedziałam, że Skin Watchers nie robią lipy. Noooo i nie robią. W toniku znajdziemy przede wszystkim filtrat z wyciągu sfermentowanych drożdży. Jest to składnik bogaty w witaminy, aminokwasy oraz sole mineralne i jest w stanie zacznie poprawić proces odmłodzenia powierzchni skóry. Producent również chwali się, iż w kosmetyku znajdziemy aronię, która ma świetne działanie na kruche naczynia krwionośne oraz na skórę cienką, delikatną, wrażliwą, dojrzałą. Dalej mamy polyphenol sprzyjający sprężystości, wodę z lawendy, która łagodzi, ale też działa aromaterapeutycznie oraz alantoinę i sok z aloesu, kojące naskórek. Do zakonserwowania toniku nie użyto parabenów, lecz naturalnych środków konserwujących (których niestety nie podano). Na pewno jest to gratka dla kochających naturalne kosmetyki.



Opakowanie jest schludne, minimalistyczne, wygląda nawet trochę aptecznie, surowo. Podoba mi się to. Co do samego produktu - nie ma zapachu i koloru. A czy spełnia swoją rolę jako tonik? Tak!

Szczególnie doceniam go po umyciu twarzy czymś "mocniejszym", kiedy czuję ściągnięcie. Toner ten od razu przywraca skórze odpowiedni poziom nawilżenia, zmiękcza ją, koi, ale przy tym absolutnie nie pozostawia klejącego filmu (czego naprawdę nie znoszę!)

Produkt ten używam już dość długo, bo od około czterech miesięcy, więc mogę spokojnie stwierdzić, iż absolutnie nie powoduje podrażnienia skóry, nie zapycha, nie wysypuje mnie po nim. Mimo tego nie zauważyłam jakichś szalonych, pozytywnych zmian. Ale nie oczekiwałam ich. Przecież to tonik.


Spokojnie stwierdzam, że jest to kosmetyk godny polecenia. Przede wszystkim dla freak'ów naturalności i produktów azjatyckich. W stu procentach spełnia swoje działanie. Na tyle, że mam chęć pójść dalej w Skin Watchers. Któż wie?

Mam nadzieję, że pamiętasz o tonizacji skóry po każdym jej umyciu? Proszę mi tu się przyznawać!


utf