piątek, 11 sierpnia 2017

Letnia regeneracja skóry twarzy - z czym to się je?


Każda pora roku ma swoje plusy i minusy. Teraz mamy lato i niech pokażą mi się osoby, które dzień w dzień smarują swoją twarz, szyję i dekolt filtrami. Pokazywać się! Zdaję sobie sprawę, że na pewno trochę się Was znajdzie, ale nie oszukujmy się... Jest to garstka osób. Społeczeństwo nadal nie jest dostatecznie świadome wpływu promieniowania słonecznego na skórę i olewa sprawę. Jak nadmieniłam wyżej - nie twierdzę, że wszyscy tak myślą, aczkolwiek większość.

Zatem lato jest ważnym, pielęgnacyjnym czasem dla naszej skóry. Potrzeba jej dużo nawilżenia, odżywienia, ochrony. Co zrobić, kiedy po maratonie na plaży lecą z nas suche wióry albo boli nas całe ciało od podmuchu wiatru? Już przedstawiam kilka moich wskazówek!

Zacznę może od tyłka strony, czyli od samoopalacza. Kiedy damy mu się wykazać, możemy już darować sobie wychodzenie na słońce, a chociażby nie skąpić kremów z filtrami. W tym sezonie mój wybór padł na Self Tanning Night Moisture Mask od Vita Liberata. Nie będę kryła mojej ogromnej sympatii do marki. Cały czas jest ona dla mnie, w tej kategorii, marką numer jeden!



Niemniej jednak do tego produktu podeszłam bardzo ostrożnie. Zastanawiałam się, czy na przykład nie obudzę się z twarzą w ciapki, czy pościel rano nie okaże się brązowa, czy nie zrobi mi się nieestetyczne odcięcie na granicy aplikacji. Nic z tego! Ta maska to mistrzostwo świata! I żeby nie było - ja naprawdę lubię swoją bladość. Naprawdę. Ale czas wakacji wzmógł we mnie chęć opalonej skóry, choć troszkę.

Przed pierwszą aplikacją na twarz nałożyłam sobie enzymatyczną maskę Peter Thomas Roth (którą nadal wielbię!), by pozbyć się martwego naskórka i zagwarantować równomierną opaleniznę. Później produkt Vita Liberata wmasowałam w twarz, szyję, dekolt oraz ramiona. I tyle.

Żeby była jasność. Liczyłam na coś więcej, niż ładną opaleniznę. Potrzebowałam silnego nawilżenia, regeneracji naskórka. I tak się też stało! Po pierwszym razie skóra zyskała cieplejszego, wyrównanego kolorytu. Tak na oko ściemniała o jakieś pół tonu. Niewiele, ale różnica w lustrze była widoczna. Po następnym użyciu kolor znów pogłębił się o tyle samo, dając mi już naprawdę zadowalający efekt, który podtrzymuję, aplikując Self Tanning Night Moisture Mask co trzecią noc, przez kolejne dwie (prościej - nakładam ją dwie noce pod rząd, a później przez dwie nastepne inną pielęgnację).


Wracając jeszcze do właściwości pielęgnacyjnych. Skóra po użyciu tego kosmetyku jest sprężysta, nawilżona, jędrna, odżywiona, a suche skórki to wspomnienie. Cieszy mnie to ogromnie, bo używając tej maski, nie rezygnuję z pielęgnacji. Mam wszystko w jednym!

No dobra, ale lecimy dalej.

Kolejną moją propozycją (zaspoileruję, że trzecią też) będzie również maska. Tym razem Chanel. Hydra Beauty Radiance Mask to nic innego jak silnie nawilżający produkt pielęgnacyjny, który ma robić dokładnie to samo, co ten wyżej, ale bez efektu opalenia. I bez owijania w bawełnę napiszę, że wszystko się zgadza.

Radiance Mask dogłębnie nawilża skórę, odżywia ją, zmiękcza, sprawia, iż jest jędrniejsza, rozświetlona.


Jak cała seria Hydra Beauty, produkt ten pachnie obłędnie, choć dość ostrawo. Początkowo było to dla mnie zbyt wiele, jednak przywykłam. Co więcej - nie jest to typowa, "nocna" maska.
Idąc za radami Madzi i Ani, które z Chanel są związane, ja nakładam ją na noc, na całą twarz, szyję (czasem też dekolt). Dzięki temu rezultaty są zintensyfikowane i nie muszę martwić się o krem.

Zauważyłam jednak pewną zależność - nie należy nakładać zbyt grubej warstwy, ponieważ produkt zaczyna zastygać i tworzy na twarzy skorupkę. Porcję trzeba odpowiednio, na oko, wyważyć i zaaplikować tyle, by nie pozostała biała warstwa.

Jest to produkt idealny, gdy nasza skóra ma dość słońca, łuszczy się z przesuszenia, woła o wodę, jest szara, zmęczona, ale też przed wielkim wyjściem, by dodać sobie blasku!


I ostatni już produkt dla niektórych może być zaskoczeniem, ale będą to żelowe płatki pod oko ze Skin79.
Dlaczego? Bo pierwsze oznaki odwodnienia skóry widać właśnie pod oczyma. To tam skóra starzeje się najszybciej i nie jest w stanie tak dobrze regenerować się sama. Od nadmiaru opalania możemy nabawić się zmarszczek, a po co? Ja tam chciałabym zestarzeć się jak najpóźniej!

Intensive Essence Gel Eye Patch to płatki dla każdego - młodszych i starszych. Są fajną alternatywną tuż przed ważną okazją, kiedy chcemy rozświetlić spojrzenie i szybko nawilżyć oraz wygładzić skórę, ale także jako regularny, domowy zabieg.


Mucyna ze ślimaka, ekstrakty roślinne oraz złoto mają działanie: regenerujące, nawilżające, zagęszczające oraz wygładzające. Także powtarzam! Dla każdego, naprawdę!

Bardzo często traktuję je jako "przedmaska" maski żelowej Sisleya. Ten sposób sprawia, że skóra dostaje zastrzyk dobroci i rano jest naprawdę w najlepszej kondycji! Ważne jest również to, iż płatki możemy nałożyć choćby na okolicę ust, czy inne miejsca na twarzy, które chcemy "podleczyć".

I właśnie tak wygląda moja trójka wspaniałych, która spokojnie uratuje maltretowaną przez słońce skórę. To od Ciebie zależy, czy będziesz leczyć, czy zapobiegać. Ja już wybrałam! A Ty?

Post ten powstał w ramach blogerskiej akcji oznaczonej hashtagiem #wakacyjneBEAUTY, w której udział bierze 10 polskich blogerek.

Koniecznie sprawdźcie, co przygotowały dla Was dziewczyny:

PAULINA
paulinablog
AGNIESZKA
agwerblog
OLGA
apieceofally
ALICJA
kotmaale
KLAUDYNA
ekstrawagancko
ILONA & MILENA
blessthemess
PAULINA
simplistic
GOSIA
candykiller
AGNIESZKA
agnieszkabloguje

utf