poniedziałek, 11 lipca 2016

Azjo, daj się lubić #2, Steblanc by Mizon, Black Snail Repair Eye Cream


Hmm, szybko ten drugi odcinek "Azjo, daj się lubić!". Ale co poradzić, skoro sama się wprasza? Do rzeczy!
Całkiem niedawno rozegrała się bitwa kremów pod oczy, w której przedstawiłam swoje (nie)ulubione pozycje. Dziś przychodzę z kolejną sztuką, która bardzo mnie zaskoczyła. Ciekaw jesteś, co, gdzie, jak i dlaczego? Zapraszam do przeczytania całego posta.

Mam 21 i pół roku, skórę wokół oczu bardzo cienką, wymagającą, suchawą. Pojawiają się pierwsze, delikatne zmarszczki, ale raczej nie dbam o to. Kiedy mam gorszy dzień, można zauważyć cienie i delikatne worki. Od kremu wymagam przede wszystkim dogłębnego nawilżenia i odżywienia. To właśnie tymi kryteriami kieruję się przy jego wyborze. Bajery typu: wygładzenie zmarszczek, czy rozjaśnienie skóry olewam. Po prostu w nie nie wierzę. Przynajmniej nie w produktach poniżej 500 zł.


Nie ukrywam, ten krem, czyli Black Snail Repair Eye Cream dostałam od przemiłej właścicielki sklepu Skingarden, która powiedziała mi, że to hit, że na pewno mi się spodoba, że wszyscy go kochają, w tym ona. Z tego miejsca, Pani Madziu - pozdrawiam serdecznie!
Napiszę wprost - sama bym go nie kupiła. Dlaczego? W tamtym momencie miałam kremów pod oko pod dostatkiem i to nie byle jakich. Po drugie - nie lubię kupować nowości, o których nic nie wiem, a opisom producenta zwyczajnie nie ufam. Taki ze mnie typ. Ale myślę sobie: "Ok. Skoro ktoś, kto prowadzi sklep z tymi kosmetykami chce mi go dać, to chyba coś w tym musi być? No przecież nie strzelałby sobie w kolano.".


W skrócie, co jest napisane o nim na stronie:
* intensywnie regeneruje,
* ochrona anti-aging i anti-oxidant,
* spłyca zmarszczki,
* zwalcza cienie.

Jest to oczywiście krem z ekstraktem ze śluzu ślimaka(aż 80%) i innymi dobroczynnymi dodatkami takimi, jak: ekstrakty z imbiru, akai, oliwki, kakaowca, berberysa, masła shea, morwy. Do tego: adenozyna, która ma działanie przeciwzmarszczkowe, niacynamid, który rozjaśnia skórę, E.G.F, który ma poprawić elastyczność skóry, a także kwas hialuronowy, olej Meadowofoam, wyciąg z brzozy i słodkich migdałów, których zadaniem jest nawilżenie oraz ochrona naskórka. 



To brzmi tak pięknie. Dosłownie, jak kosmetyk idealny. A jak jest w rzeczywistości?





Uch, ten blog zaczyna być taki cukierkowy. Kiedy wreszcie coś mi podpadnie?!
Krem jest CU-DO-WNY! Nie dość, że rzeczywiście bardzo silnie nawilża i odżywia, to naprawdę wygładził moją skórę, a przede wszystkim rozjaśnił okolicę pod oczyma. I nie, że czekałam na to 2 miesiące, czy pół roku. To stało się w ciągu zaledwie tygodnia, kiedy to stosowałam go dwa razy dziennie! 


To kolejny pretendent do tronu "Ulubiony krem pod oczy Justyny" i kurczę, myślę, że zostanie na stałe moim kremem na noc. Choć ostatnio, co polubię kosmetyk mocno, to zaraz pojawia się kolejny, jeszcze lepszy!

Właśnie! Mogę wytknąć mu jedną wadę. Nie dogaduje się z wszystkimi korektorami. A w sumie jednym z mojej kosmetyczki... Tinted Eye Brightener od Bobbi Brown nie lubi ślimakowego Steblanca. Dzieje się wtedy z nim coś dziwnego. Tworzy plamy, nie kryje, po prostu nie chce osiąść na skórze. 
Podejrzewam, że może to przez ekstrakt ze śluzu ślimaka. Tak, tak właśnie typuję.





Przeskoczmy jeszcze do zalet, bo to nie ich koniec. Poza tym, że kosmetyk znajduje się w przepięknym, luksusowym opakowaniu(które notabene szkoda, że nie jest airless), to jest go w nim aż 30 ml i nie kłamię, jest wydajny jak diabli.
Tak, 30 ml cudownego kremu, któremu marki luksusowe mogą pomachać z podziemia. I teraz zastanówmy się. Ile kosztują dobre kremy pod oczy? Myślę, że zaczynają się od 120 zł w górę. W opakowaniu, przy dobrych lotach, jest ich po 15 ml. Nie jestem matematycznym mózgiem, ale na pieniądzach łatwo mi operować. Daje nam to 240 zł/ 30 ml. Ten Mizon kosztuje 150 zł! Opłaca się? A jakże! 

Ponadto pachnie bardzo delikatnie, przyjemnie, uspokajająco i wchłania się w naprawdę szybkim tempie, pozostawiając po sobie delikatną, niemal niewyczuwalną powłoczkę.





Podsumowując. Ten krem polecam przede wszystkim osobom, które pod okiem mają susz, pustynię i co tam jeszcze. Osobom, które potrzebują wygładzenia zmarszczek, napięcia, a także rozjaśnienia cieni. Produkt działa niesamowicie szybko i długofalowo, co dla mnie jest sprawą istotnie ważną. Jednak wiadomo - potrzeba systematyczności, a nie maźnięcia się raz na tydzień. Wtedy żaden kosmetyk nie ma szansy zadziałać. Szczerze mówiąc - byłabym wielce zdziwiona, jeśli ktokolwiek byłby z niego niezadowolony... 

Jeśli zastanawiacie się, czy jest szansa, by kupić kosmetyki z serii Steblanc taniej, odpowiedź jest jednoznaczna: NIE. Pani Magda jest jedynym "ściągaczem" tych Mizonów i gwarantuje nam najniższą cenę na rynku.
Ale! Żeby było jeszcze sympatyczniej, załatwiłam kod rabatowy("JR2016") na aż 25% zniżki przy zakupach od 55 zł. Kod ważny jest do końca miesiąca od 12.07.2016. 



To jak? Kogo udało mi się przekonać do kolejnego(obiecuję, że nie ostatniego) azjatyckiego cuda?


utf