poniedziałek, 29 czerwca 2015

Kiedy Twoje usta wołają o pomoc - moje ABC


Czy któraś z Was również ma problem ciągle suchych, pękających, czy łuszczących się warg? A może taki problem występuje u Was w ściśle określonym przedziale czasowym?

Od około dwóch lat i ja mam taki problem, choć teraz już wiem, jak nad nim zapanować!
Wzięło się to nie wiadomo skąd. Po prostu z każdym dniem zauważałam, że moje wargi pękają, stają się odwodnione, brakuje im nawilżenia. Wcześniej używałam raz na ruski rok pomadki typu Nivea, czy Bebe, nie miałam lub po prostu nie chciałam mieć problemu z wargami, jednak ileż można ignorować coś, co w pewnym momencie zaczyna boleć?

Około 1,5 roku temu rozpoczęłam poszukiwania idealnego nawilżacza do ust. Chciałam mieć od razu coś, co mi pomoże i zostanie ze mną już na zawsze. Bywało różnie...
Pierwszym mazidłem, z tego, co pamiętam, był Blistex Med, Tisane. Coś tam pomagały, ale to nie było to. Później szarpnęłam się już na wyższą półkę cenową(po co błądzić między pomadkami za 15 zł i po dziesięciu stwierdzić, że nie pomagają...) - MAC Lip Conditioner. Oto pierwszy bohater tego posta.




To dziwak. Tak, dosłownie dziwak. Poczynając od konsystencji - dość zwarta, lecz kiedy dotyka ust, rozpływa się pod wpływem ich ciepła - a kończąc na działaniu.
Kiedy dotarł w paczuszce, cieszyłam się jak dziecko, wierzyłam, że to właśnie moje wybawienie, a w sumie wybawienie dla moich ust, które były w coraz gorszym stanie. Zaczęło się BAJECZNIE. Pierwsza aplikacja i... wargi pełne wody, suche skórki w mgnieniu oka zniknęły. Jednak nie trwało to długo. Im dłużej go stosowałam, tym szybciej wchłaniał się w usta, tym częściej musiałam go aplikować. Po około dwóch tygodniach stosowania, po wchłanianiu się, zaczął tworzyć z ust suchą skorupę. Mój problem powrócił. Dawałam mu wiele szans, aż wreszcie porzuciłam w kąt, bo zakupiłam następną pozycję.





Słynny niebieski balsam, czyli Moisture Replenishing Lip Balm with Essential Rose Wax(uff)od Clarins. Zdecydowanie lepszy od poprzednika. Jego konsystencja jest dość gęsta, troszkę lepka(jeśli znacie MACowe błyszczyki Creamsheen - to coś podobnego). Od razu po aplikacji czuć ulgę. Dzięki konsystencji świetnie utrzymuje się na ustach. Bez jedzenia dobre 5 godzin. Zostawia warstwę ochronną. Jest to do dziś mój faworyt "na noc", gdyż po pobudce nadal jest na swoim miejscu. Cóż mogę napisać o nim więcej(?). Naprawdę działa i to mój must have(widać po zużyciu, a jest łajdak bardzo wydajny), jeśli chodzi o zestawienie naprawczych mazideł do ust. Kiedy moje wargi były ekstremalnie wysuszone(mimo pielęgnacji)i on wreszcie nie dawał sobie całkowicie rady, dlatego jeśli miałabym go ocenić, dostaje mocną 4, może nawet z małym plusem.





Same ostatki :(


I później przypadkowo pojawił się Bariederm od Uriage. Miałam okazję wypróbowania, więc dlaczego nie? Nie dorównał balsamowi od Clarins, ale to całkiem przyzwoite mazidło. Konsystencja jakby wazelinowata, zamknięta w poręcznej tubce. Koi od razu i na ustach utrzymuje się dosyć długo(2 - 3 godzinki). Nie oczekiwałam od niego wiele, a jednak pozytywnie mnie zaskoczył. Często sięgam po niego i na dzień i na noc(również wytrzymuje do poranka). Nie płaczę, gdy nie mam go w torebce, ale i nie rozstaję się z nim na długo. Dlaczego? O tym na koniec.




Ostatnie odkrycie. Kompletny fuks. W listopadzie dopadła mnie fala chorobowa. Smarkałam i kichałam naprzemiennie. Skrzydełka nosa były całe czerwone, a skóra zaczęła się łuszczyć, schodzić płatami. W internecie znalazłam maść na tę i inne dolegliwości - z witaminą A. Czym prędzej pomknęłam do apteki, jednak farmaceutka zaproponowała mi maść majerankową(dodatkowo pomaga udrażniać nos). Postanowiłam jej zaufać i nie pomyliłam się. Pewnego dnia nie miałam w torebce ani Clarinsa, ani MACa, ani Bariedermu. Była tam tylko maść majerankowa, którą od momentu kupna niemal ciągle smarowałam okolice nosa. Moje usta potrzebowały nawilżenia, natłuszczenia... i dostały je!
Maść ma konsystencję bardzo podobną do MACa. Nawet podobnie się zachowuje, bo pod wpływem ciepła od razu się "roztapia". Trwa na ustach około godziny, półtorej. Po wchłonięciu(również jak w przypadku MACa)potrzebna jest reaplikacja, gdyż usta stają się bardzo napięte. To naprawdę bardzo podobne produkty i zauważam to dopiero przy pisaniu tego posta...



Totalny must have gładkich warg. To dzięki niemu wreszcie mogę nakładać na usta pomadki takie, jakie mi się podobają(przez około rok nie mogłam tego robić)! Zero ograniczeń. Przedstawiam peeling ze skały wulkanicznej ze Zrób Sobie Krem. Delikatny, ale robi to, co potrzeba. Mieszam pył z kropelką, dwiema wody i masuję usta oraz ich okolice. Stosuję codziennie, bo najważniejsza jest SYSTEMATYCZNOŚĆ. Całkowitą poprawę zauważyłam po miesiącu codziennego stosowania, także nie wolno się poddawać po dwóch próbach.
Wcześniejsza formuła peelingu była fajniejsza, bardziej wydajna i działała skuteczniej i szkoda, że ją zmieniono, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, nadal jest dobrze. A może przywrócą ją jeszcze? Nie obraziłabym się!





Wspomniałam, że moim balsamowym ulubieńcem jest Clarins, jednak tak naprawdę jest to naprzemienne używanie wszystkich tych kosmetyków. Wtedy widzę, że jest najlepiej, wargi nie nadążają, by przyzwyczaić się do jednego specyfiku i tylko dzięki temu mój problem zniknął, wreszcie nad tym panuję. Może to trochę szalone, ale dlaczego mam tego nie robić, skoro to działa na mnie najlepiej? Dzięki temu wiem, że zużyję każdy z tych kosmetyków i każdy z nich bardzo cenię, bo pomogły mi z naprawdę sporym problemem. Nie mówię tu o malowaniu ust pomadką, ale pękaniu warg do krwi, czy niemożności mówienia poprzez ich ból.

Przedstawiam Wam tabelkę z zestawieniem produktów. Jest to wyłącznie moja subiektywna ocena.





Jaki jest Wasz sekret na gładkie i nawilżone wargi? A może macie takie szczęście, że ten problem Was nie dotyczy? Z chęcią się dowiem, bo może znajdę kolejnego "cosia" do wypróbowania :).






utf