sobota, 23 września 2017

Jesienny makijaż z Pixie Cosmetics


Dziś pod lupę biorę kolejne minerały, tym razem Pixie Cosmetics. I nadal podtrzymuję swoją opinię - kosmetyki mineralne są dla wszystkich, a przede wszystkich dla skór wrażliwych, czy problematycznych. Jasne, nie każdy podkład mineralny sprawdzi się u każdego, ale ten dobrany idealnie, zdziała cuda!


Zatem szukając idealnego podkładu wśród asortymentu Pixie, opisowo najbardziej podpasował mi Minerals Love Botanicals i ten też wybrałam. Dlaczego? Moja skóra jest skórą mieszaną: strefa T przetłuszczająca się (w zależności od dnia silniej lub słabiej), a reszta zwykle normalna. Zdarzają się jakieś przesuszenia, ale raczej okresowo. Mam trochę popękanych naczynek, trochę ciapek po niedoskonałościach, a w makijażu cenię sobie przede wszystkim naturalny wygląd podkładu i długotrwałość.


Podkład z serii Minerals Love Botanicals w pełni spełnia moje oczekiwania. Poczynając od konsystencji, a na efekcie kończąc. Jest kremowy, gładki, miękki, cudownie się rozciera, tworzy efekt drugiej skóry, ma dobry poziom krycia, jest trwały i przede wszystkim nie włazi w pory podczas dnia.

Wykończenie to piękna satyna. Nie jest to ani mat, ani błysk. Można je porównać z filtrem nałożonym w programie graficznym, bo poprzez taki, a nie inny finisz, wszelkie nierówności, czy niedoskonałości są zdecydowanie mniej widoczne.



Podkład dobrze współgra z moją cerą. Nie ma mowy o przesuszeniu, a jeśli chodzi o kontrolę sebum - jest super! Osoby, którym tłusta strefa T spędza sen z powiek powinny go wypróbować. Choćby próbkę zamówić, naprawdę! Myślę, że dla wielu z Was może okazać się to podkładową rewolucją!

Mój ulubiony pędzel do aplikacji tego podkładu to albo flat top albo średnio zbity o kształcie kulki. Wtedy najłatwiej i najszybciej mogę osiągnąć pożądany efekt. Jakoś z kabuki mi ostatnio nie po drodze. Za dużo machania i dotrzeć wszędzie nie mogę. 


Jakieś tipy ode mnie? Oczywiście! Podkład przetestowałam na różne sposoby i zdecydowanie najlepszą trwałość i najnaturalniejszy wygląd zachowuje, kiedy nałożymy go na sucho na skórę, na której mamy jak najmniej pielęgnacji. Nie wiem, od czego to zależy i nie będę z tym polemizowała. Tak po prostu jest. Poza tym przypominam - lepsze trzy cienkie warstwy, niż jedna grubości centymetra. No i wcieramy, kręcimy kółeczka! Amen.

I miałam nosa. Bo drugi produkt od Pixi rozkochał mnie w sobie do szaleństwa! Mega Matte Kapok Tree Powder - puder, który ma matować i wygładzać skórę. I po prostu to robi! Jest niesamowity, ale przyznam, że pierwsze starcie nie zapowiadało tak gorącej relacji.


Puder pod palcami jest dość śliski, a nałożony na skórę pędzlem początkowo daje efekt skrobii ziemniaczanej (wiem, bo skrobią się kiedyś smarowałam!). No i kurczę się przeraziłam. Bo myślę, że jak sobie prysnę na twarz jakąś mgiełkę, to znów trwałość matu nie będzie taka sama, a jak tak zostawię, to będę jeszcze większym białasem... No ale zostawiłam. Pięć minut i wszystko się wtopiło. No, magia po prostu!

Kapok robi mi na twarzy Photoshop'a i to nie byle jakiego. Pięknie wygładza strukturę skóry, upiększa ją, a przecież nie ma żadnego koloru. Lubię nim stemplować gołą skórę (później strzepać nadmiar), lubię użyć jako primera pod minerały, uwielbiam zrobić baking mokrą gąbką na różnorakich podkładach. 


Jest to produkt tak uniwersalny, a zarazem tak potrzebny w mojej kosmetyczce, że jeśli miałabym wybrać jeden kosmetyk kolorowy, to byłby właśnie ten. I kiedy wiem, że wyjeżdżam na jeden, dwa dni, to w kosmetyczce ląduje tylko on. Żeby to nie świecić się zbytnio w ciągu dnia, bo mat trzyma ekstremalnie!

Na załączonych zdjęciach mam makijaż prawie w całości mineralny. Czego użyłam?

TWARZ:
Pixie, podkład Minerals Love Botanicals (Vanilla Delight),
Pixie, puder Mega Matte Kapok Tree Powder (jako wykończenie),

RÓŻ:
► Pixie, róż My Secret Mineral Rouge Powder (Kiss and Tell),

OCZY:
► Pixie, Mineral Sculpting Powder (w załamaniu i na dolnej powiece),
► Too Faced, Semi Sweet Chocolate Bar (cień Butter Pecan),
► Kat von D, Shade+Light Palette,
Sephora, tusz V for V.O.L.U.M.E (fioletowy),

BRWI:
► MAC, cienie Coquette oraz Brun,

USTA:
Marc Jacobs Beauty, New Nudes (May Day).


Gwoli ścisłości, podkładu nałożyłam dwie cienkie warstwy. Ukrył praktycznie wszystko, a skóra cały czas wygląda jak skóra. Jako wykończenie zaaplikowałam cienką warstwę pudru Mega Matte Kapok Tree Powder, a poliki podkreśliłam przepięknym różem w odcieniu Kiss and Tell. Z resztą, wszystkie kosmetyki podlinkowane są wyżej, także jeśli masz ochotę, spójrz, czego jeszcze użyłam do stworzenia tego minimalistycznego, jesiennego look'u. A te dwa produkty Pixie serdecznie polecam, z całego serca!
utf