Strony

piątek, 21 kwietnia 2017

Your Natural Side - naturalnie, ekologicznie, zdrowo


Myśląc o tym poście, łapie mnie taka mała zaduma. Był czas, że nie sięgałam po inne kosmetyki, niż te naturalne. Wiele zmieniło się od tamtego czasu i chęć testowania jest silniejsza. Nie mniej jednak, kosmetyki naturalne to zawsze miły akcent w mojej toaletce. Uwielbiam do nich wracać.
Ostatnimi czasy (mam na myśli ostatnie 5 - 6 lat) nastąpił wysyp sklepów z kosmetykami właśnie naturalnymi, organicznymi, ekologicznymi, półproduktami. Nic dziwnego. W końcu jest na to moda. Ja modzie nie ulegam. A przynajmniej staram się słuchać cały czas tylko i wyłącznie siebie, dlatego... Z miłą chęcią powróciłam do korzeni, które ukształtowały we mnie pasję do pielęgnacji.

Na mojej drodze stanęła polska marka Your Natural Side, która od 2014 roku stara się zaszczepić w Polkach miłość do "zielonych" kosmetyków. Cieszy mnie to, że firma cały czas rozszerza swój asortyment i co chwilę możemy zauważyć nowości najwyższej jakości, z najbardziej rygorystycznymi certyfikatami na kosmetycznym rynku.


W mojej kosmetyczce znalazły się: woda rumiankowa, olej z pestek jeżyn, olej jojoba oraz różowa glinka. Dziś zajmę się pierwszą trójką, na ostatnią pozycję przyjdzie jeszcze czas w trochę innej odsłonie.

Zacznę od mojego totalnego ulubieńca. Totalnego, bo to naprawdę tonik wszech czasów. A myślałam, że hydrolat oczarowy to moje must have... Nie! Woda rumiankowa to dopiero coś. Idealny kosmetyk dla skór lubiących się zaróżowić, z trądzikiem, pojedynczymi wypryskami, suchych, przetłuszczających się. Dla każdego. To, jak ona uspokaja moją cerę, w jaki sposób ją tonizuje... Naprawdę ciężko to opisać. Jest świetna i na pewno niejednokrotnie będę do niej wracać. Tym bardziej, że równie dobrze spisuje się jako tonik na skórę głowy, czy włosy, na poparzoną skórę, czy jako dodatek do glinek. Niesamowicie uniwersalny kosmetyk, który przetestować powinien każdy, kto toniku używa. A że każdy powinien używać toniku, to... No właśnie!



Srebrny medal w tym zestawieniu przypada nierafinowanemu olejkowi jojoba. Zgrabne, schludne opakowanie z pipetką, które mogę zabrać ze sobą dosłownie wszędzie, skrywa kolejny, multifunkcjonalny produkt. Ja osobiście uwielbiam wklepywać go niewielką warstwą na lekkie, żelowe kremy - bardzo szybko nawadnia i odżywia skórę, a także ją koi. Nie pozostawia typowego, tłustego filmu, za co mu chwała. To dobry wybór na spierzchniętą skórę (szczególnie skórki wokół paznokci), jak i również na końcówki włosów, które chłoną go jak szalone! Ważne jest to, że olejek jest bardzo wydajny. Cztery krople na twarz to świat! Polubią go przede wszystkim osoby ze skłonnościami do egzem i wyprysków, gdyż jojoba ma do siebie to, iż szybko rozprawia się ze stanami zapalnymi, bez podrażnień, bez zaczerwienień oraz posiadaczki skór odwodnionych i przetłuszczających się ze względu na świetne działanie normalizujące i nawilżające. Kto nie zna ów oleju, niech da mu szansę. Dla mnie hit!



I trójkę zamykają nieszczęsne jeżyny, z którymi wiązałam chyba zbyt wielkie nadzieje... I choć miejsce w mojej kosmetyczce dla nich znalazłam, to czuję niedosyt. Liczyłam na uregulowanie łojotoku i rozjaśnienie skóry, co totalnie nie miało szansy się u mnie stać. Olej nie chce współgrać z moją skórą, zostaje na jej powierzchni, nie wchłania się. Nie wiem, co jest grane, ale szlag jasny mnie strzela, jak nakładam go na twarz. Za to udało mi się pójść na kompromis i dodany do kremu pod oko działa cuda. Jedna, dwie krople i z jakiegokolwiek kosmetyku wyciągamy kilkadziesiąt procent więcej. Tu już mogę wypowiedzieć się o działaniu rozjaśniającym, co jest rzeczą pożądaną w okolicach ślepi, nawilżającym i odżywczym. Kiedy moja skóra ma gorszy dzień albo po prostu w ramach maski nocnej, czy kuracji, dodaję wyżej wspomniane dwie krople, mieszam na dłoni, nakładam i idę spać. Rano widać i czuć różnicę. Niestety, w żadnej innej konfiguracji jeżyny są u mnie niepożądane, lecz na szczęście nie poszły całkiem na straty i jako dodatek serdecznie je polecam. Być może skóry suche bardziej się z nimi polubią? Jeśli ktoś miał, niech da znać!


Nawiążę jeszcze do opakowań Your Natural Side, bo mimo, że minimalistyczne, to jednak bardzo cieszą moje oko. Grafika jest przejrzysta, kolor zielony nawiązuje do misji marki, a samo szkło solidne i chroni to, co w środku.


I teraz jestem ciekawa... Kto używa półproduktów i kosmetyków naturalnych? Co najlepiej Ci służy, a co omijasz szerokim łukiem? A może totalnie Ci z nimi nie po drodze?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje zdanie też ma znaczenie i z chęcią je poznam :). Pamiętaj, by nie obrazić nikogo, tego nie będę tolerować.