środa, 5 kwietnia 2017

Izia, Sisley, czyli mój wiosenny zapach


Od pewnego czasu, z dozą niecierpliwości oczekuję premier nowych zapachów. Tak było z Izią, a kiedy pierwszy raz jej powąchałam, skrzywiłam się. Oczekiwałam fanfarów, efektu wow, dostojności, czegoś innego, a tu takie coś... Czułam się naprawdę zawiedziona i cały czas zadawałam pytanie: "Serio, Sisley, serio? Taki banał?". Jakże uśmiecham się pod nosem, gdy przypominam sobie to nasze pierwsze spotkanie.
Jestem przecież zapachowym snobem. Uwielbiam w nich wszystko, co inne, co pozwoli wyróżnić mnie z tłumu, poczuć się wyjątkową. Z drugiej strony, kocham wszelkie Allegorie od Guerlain, ale tylko na wiosnę, lato, kiedy skóra pod wpływem ciepła zachowuję się trochę inaczej. Taki mały dysonans.

Sisley przyzwyczaił mnie do wyniosłości, inności, indywidualności. Naprawdę, sądziłam, że Izia będzie inna. Nie wiedziałam jaka, lecz nie tego oczekiwałam. A może dokładnie tego? Bo testowanie zapachu w perfumerii, której siedzisz osiem godzin jest bezsensem. Ucieka to, co najpiękniejsze. 
Stwierdziłam więc, że przy wyjściu do domu skroplę się w kilku miejscach na skórze i zobaczymy, co będzie dalej.



I się zaczęło... Kolejnego dnia obudziłam się, wykąpałam i cały czas to czułam. To, czyli Izię. Cały czas była ze mną. Pomijając w ogóle fenomenalną trwałość, okazało się, że znalazłam swój zapach na wiosnę i lato! Nie mogłam jej nie mieć.

Najnowsze dziecko Sisleya zostało stworzone tak naprawdę dla matki tej marki, czyli Izabeli d'Ornano, która z pochodzenia jest Polką, a przy tym ogromną wielbicielką róż. 
Przygoda rozpoczyna się w pałacu w Łańcucie, gdzie Izabela przechadzała się właśnie różanymi alejkami. Później przeniosła je do Francji, do swej letniej rezydencji, a na koniec do najmłodszego zapachu. I tak, "Izia", to po prostu zdrobnienie od jej imienia. Nic bardziej banalnego!

Z ciekawostek dodam jeszcze, iż twórcą flakonu jest Polak - Bronisław Krzysztof, silnie związany z marką Sisley. Buteleczka jest urocza, choć dla mnie zbyt wymyślna. Nie mniej jednak, niesamowicie podoba mi się jej kolor i złoto-pomarańczowo-różowy gradient, który przypomina mi najpiękniejsze, ciepłe zachody słońca.



Przejdźmy do samego zapachu i jego składu, gdyż wcale nie jest tak banalny, jakby wydawać się mogło... Nuty głowy to nic innego, tylko moje ukochane aldehydy, nadające indywidualności na każdej z nas, biała bergamotka, synonim świeżości, powiew cytrusów oraz różowy pieprz, który tak naprawdę w tym zapachu nie ma siły przebicia. Gra jakieś ledwo słyszalne skrzypce, aczkolwiek z pewnością ma wpływ na ostateczny odbiór zapachu, harmonizuje całość. Nuty środkowe to nic innego, jak róża, która jest dość dobrze wyczuwalna, aczkolwiek nienachalna oraz nuty kwiatowe. W samym dole znajdziemy nadającą charakteru ambrę, cedr, a także piżmo, które podczas noszenia Izi daje o sobie znać.

Po wielu już spotkaniach z ów zapachem - to nie jest banał. Nie dość, że za sprawką aldehydów na każdym pachnie naprawdę inaczej, to rozwija się w tak cudowny sposób, że nie sposób mi się z nią rozstać... Nie dominuje tutaj róża, nie dominuje tu bergamotka, czy piżmo. Tutaj mamy współpracę! 


Izia jest uosobieniem lekkości, zwiewności, szczęścia. Zapowiada nadchodzące, piękne zachody słońca, ale przy tym jest także wykwintna i elegancka. Sprawiła, że na chwilę obecną nie potrzebuję już kolejnego zapachu na wiosnę, czy lato i wydaje mi się, że tak szybko nie ulegnie to zmianie... 


Jakimi zapachami lubisz otaczać się tą porą roku? Może to własnie Izia jest dla Ciebie?