Strony

wtorek, 14 marca 2017

Prosty makijaż nowościami z Sephora z zielonym akcentem


Wiosno, przybywaj! A żeby Ci to ułatwić, kuszę kolorem na powiece... 
To prosty makijaż. Głównie dwa cienie i niesamowita kredka, która robi całą robotę, a bardziej szczegółowo - cała masa nowości dostępnych od niedawna w Sephora. Zapraszam do zapoznania się z nimi!

Zacznijmy od tego, co na oku. Jako bazy pod cienie użyłam najnowszego korektora z Nars, Soft Matte Complete Concealer w odcieniu Vanilla. Przepięknie wyrównuje koloryt powieki, sprawia, że wygląda ona idealnie, cienie stają się bardziej wyraziste i utrzymują się aż do demakijażu. Poza tym, to idealny kosmetyk na przebarwienia, czy niedoskonałości, gdyż pięknie stapia się ze skórą i daje pełne krycie. Jestem ciekawa, jak zachowa się pod okiem, choć z doświadczenia wiem, że nie dla każdego taka formuła będzie odpowiednia.



Kolejną nowością na perfumeryjnej półce jest oczywiście znana już wszystkim brzoskwiniowa paleta Too Faced, która ma niemały wkład w ów makijaż. Na moim oku można zobaczyć dwa cienie: White Peach, którym zagruntowałam bazę, a także Puree znajdujący się na całej powiece górnej, jak i dolnej.
Dopełnieniem ciepłego brązu staje się przepiękna i z początku rzucona w kąt matowa kredka w odcieniu Whir(pool) od Marc'a Jacobs'a. I to własnie te kredki zasługują na oddzielny post! Ale po krótce - wodoodporne, megatrwałe, szalenie nasycone kolorem, w wielu intrygujących odcieniach! To zdecydowanie najlepsze kredki, z jakimi przyszło mi pracować.



Skoro na oku coś się dzieje, postanowiłam, że usta będą oazą spokoju, dlatego wylądowała na nich pomadka Nudestix w odcieniu Purity. I muszę przyznać, że to coś innego, niż wszystkie wcześniej znane mi matowe pomadki... Ta pomimo matowego wykończenia jest na ustach bardzo komfortowa, praktycznie jej nie czuć, nie ściąga warg, a przy tym jest bardzo trwała. Nie mniej jednak, wcześniej wykonałam delikatny peeling ust nową, miodową pomadką Sephora, która, muszę przyznać, naprawdę mnie pozytywnie zaskoczyła, bo rzeczywiście bez bólu starła martwy naskórek i wygładziła ich powierzchnię.




Na licu mam azjatycki krem BB marki The Face Shop, o którym opowiem innym razem, a na policzkach wylądował wytworny, zgaszony róż Nars w odcieniu Bumpy Ride. Podoba mi się w nim to, że jest satynowy i można stopniować jego krycie. Żeby Narsa nie było przypadkiem zbyt mało, to znalazł on też swe miejsce w konturowaniu. Nie trudno zgadnąć, iż jest to słynna Laguna, która w tym temacie jest dla mnie numerem jeden!



Wierzę, że ta zieleń skusi słońce i wiosna wreszcie do nas zawita, bo ileż można kisić się w grubych ubraniach? Kto jest za?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje zdanie też ma znaczenie i z chęcią je poznam :). Pamiętaj, by nie obrazić nikogo, tego nie będę tolerować.