poniedziałek, 20 lutego 2017

Moje ulubione palety i cienie do oczu


Cieni podobno nigdy zbyt wiele. Coś w tym na pewno jest, bo z wielką chęcią przyjmuję pod swój dach kolejne sztuki, choć totalna faza na szczęście już przeszła. Przecież mamy tylko dwa pokoje! Jeden na kosmetyki, drugi nasz. A tak totalnie serio - szukając garnków, kubków, czy ubrań, niczym dziwnym nie jest natknięcie się na jakieś perfumy albo kremy. Nic dziwnego! Dziś pokażę swoje ulubione palety, tudzież cienie, z którymi ciężko byłoby mi się rozstać.

Pierwszą paletą, o której wspominałam już w ulubieńcach jest The Tease od Marc'a Jacobs'a. Cudowna, chłodna kolorystyka, która nieziemsko współgra z moją zieloną tęczówką. Cienie są maślane w dotyku, silnie napigmentowane i same się rozcierają. Kompozycja barw pozwala stworzyć nam dzienny, delikatny makijaż, ale także szalone, zadziorne smokey, co bardzo mnie cieszy. The Tease zawiera w sobie kilka wykończeń: od matów, przez satyny, po błysk. Żeby nie było za wesoło - brakuje w niej najzwyklejszego, matowego beżu, który jest mi niezbędny przy każdym makijażu. Mimo tego uwielbiam po nią sięgać i to chyba najlepiej skrojona pode mnie sztuka!






Następną jest ta od Bobbi Brown, z limitowanej kolekcji Scotch on the Rocks. To neutralna, w stronę ciepłej, na pozór nudna, klasyczna, niewielka, gustownie przyodziana paleta. I jeśli miałabym zabrać ze sobą gdzieś tylko jedną, jedyną, byłaby to właśnie ona. Dlaczego? Jest wielkości dłoni, urocza, zawiera wszystko, czym można wykonać kompletny makijaż oka. Nie jest demonem pigmentacji i szczerze pisząc - nie jest nawet warta swojej ceny. Wygrywa uniwersalnością i rozmiarem. Poza tym, w końcu wiem, o co chodzi z tymi cieniami od Bobbi z serii Sparkle! Cień o nazwie Gold jest kwintesencją delikatności i świeżości. Kiedy nie mam czasu i ochoty na bawienie się pędzlami, nakładam go palcem na powiekę i lecę w świat! Jest nie-ziem-ski!



Kolejną ulubienicą jest Sweet Peach, której chyba nie trzeba przedstawiać. Ciepła kolorystyka, zgrane kolorki, jakość jak na Too Faced przystało i zapach... Dla mnie nie jest to brzoskwinia, zaś cukierki pudrowe. Takie, które niegdyś nosiło się w formie zegarka. Nie brakuje jej naprawdę niczego i można z nią poszaleć. Najlepiej oczywiście sprawdzi się przy ciepłym typie urody, ale jakoś nie mogę jej sobie odmówić. Przykładowy makijaż wykonany piczką przeze mnie można zobaczyć tu



Rodzynkiem w tym zestawieniu jest pigment Inglot 112. Wyrafinowany, chłodny, jasny fiolet. Skrzy się jak zamrożony śnieg i najbardziej podpasuje osobom o zielonych lub brązowych oczach. Przy jego pomocy można osiągnąć różne efekty: delikatny oraz dyskotekowy. Może posłużyć jako bohater makijażu (tak jak tu), a także jako akcent. Tylko wyobraźnia ogranicza jego rolę w naszym makijażu!







Co sądzisz o mojej topowej czwórce? Jakie są Twoje ulubione cienie? Jeśli chcesz się pochwalić, wrzuć zdjęcie na Instagram i oznacz je #makijażowelove! Na pewno go nie przeoczymy!

Sprawdź także, co w ramach makijażowego tygodnia dodały:
Ala,
Agnieszka,
Agnieszka,
Klaudyna,
Paulina,
Małgosia.