Strony

niedziela, 11 grudnia 2016

#winterweek7| Damski zapach dla koneserów, L'ange Noir, Givenchy


No i co... To ostatni już wpis z serii #winterweek. Jestem w szoku, że ten tydzień minął tak szybko, że udało mi się opublikować każdy post oraz jak fajnie bawiłam się, dzięki tej akcji! Ale do rzeczy.
Dziś będzie troszkę bardziej mrocznie, aczkolwiek na pewno zimowo. Przynajmniej w moim mniemaniu. Bo czy anioł ciemności właśnie tak nie brzmi?


Zapach L'ange Noir to propozycja marki Givenchy na jesień i zimę 2016/2017. Bez ogródek - to zapach do granic specyficzny i podejrzewam, że ma tylu zwolenników, co przeciwników. Dlaczego? Jest pełen sprzeczności.
Niby kwiatowy, słodki, ale jednocześnie gorzkawy, tytoniowy, pieprzny i ostry. Elegancki, ale wyuzdany. Introwertyczny, ale zapraszający, by opowiedzieć pewną historię. Pełną grozy.



Opowieść Givenchy rozpoczyna mocne uderzenie w nozdrza, które niejedną osobę potrafi zwalić z nóg, zniewolić. Czuć tytoń(którego o dziwo w składzie nie dostrzegam), przygaszonego irysa, dużo cukru i dymu... Jest to na tyle ekstrawagancki początek, że wielu może nie dotrwać do rozwinięcia. A naprawdę warto! 
Robi się ciekawiej, odrobinę przystępniej. Pewnym krokiem wkracza różowy pieprz w towarzystwie migdałów oraz sezamu. Jest słodkawo, lecz nie mdli. Podejrzewam, że to sprawka bergamotki, ukrytej gdzieś bardzo dyskretnie, która w idealnym momencie wyrównuje kompozycję. 
Kiedy opada już cała otoczka, znów robi się odrobinę bardziej mrocznie. Powiew ambry, piżma oraz, tak dobrze nam znanego, bobu tonka roznieca gasnący już żar i utrzymuje go najdłużej jak potrafi. Jest intymnie, czuć ciepły oddech, widać gwiazdy przebijające zza ciemnych chmur. Jest unikalnie.


I obawiam się, że na polskie perfumerie zbyt unikalnie. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do tak osobliwych struktur zapachowych. Co więcej - ja sama na początku nie byłam gotowa! Na szczęście mój nos rozwija się z każdym dniem spędzonym w perfumerii i jestem skłonna odczuwać więcej i dokładniej.


L'ange Noir przypadnie do gustu osobom, które kochają wyróżniać się z tłumu i nie boją się ciężkich zapachów. Osobom pewnym siebie, ukrywającym to i owo, otwartym na nowe doświadczenia, lecz odrobinę introwertywnych. Zapach ten, jak już wspominałam, jest pełen kontrastów, zaskakuje.

Choć mniej zdumiewa mnie flakon, aczkolwiek cały czas wpisuje się w moje gusta. Tak jak inne kompozycje z "anielskiej" serii, tak i ta buteleczka jest do granic możliwości kanciasta, lecz odróżnia ją gradientowe, przydymione, czarne szkło oraz oprószenie brokatem. Prezentuje się naprawdę wyśmienicie i przypomina rozkloszowaną, balową suknię. Jestem bardzo na tak, pomimo że gustuję w prostocie!



Ten zapach trzeba powąchać, pochodzić z nim, zapoznać się. Niewykluczone, iż stopniowo. Polecam to zrobić, choćby z głupiej, ludzkiej ciekawości. To może być początek intrygującej przygody...


I z tego miejsca, na wpół uroczyście, pragnę podziękować wszystkim dziewczynom, które współtworzyły ze mną #winterweek. Mam nadzieję, że bawiłaś się również przednio, jak my! 

Po raz kolejny, lecz zapewne nie ostatni, zapraszam na blogi:
Agnieszki: www.agwerblog.pl
Agnieszki: www.whitepraline.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje zdanie też ma znaczenie i z chęcią je poznam :). Pamiętaj, by nie obrazić nikogo, tego nie będę tolerować.