piątek, 30 grudnia 2016

Azjatyckie oczyszczanie za blisko 200 złotych, Troiareuke, ACSEN Oil Cut Cleansing


Jak bardzo powinno przykładać się wagę do oczyszczania skóry? Jednym słowem: bardzo. Ale o tym kilka słów napisałam już w tym poście. A czego ja wymagam od czyścików? Żeby były delikatne dla bariery wodno - lipidowej, ale żeby doczyszczały skórę. Żeby nie pozostawiały na niej żadnych filmów. I w sumie to tyle. Taka kwintesencja moich wymagań. A czy powinno wymagać się więcej, jeśli produkt do oczyszczania kosztuje blisko 200 zł? Według mnie tak. Tutaj już można patrzeć na zapach, konsystencję, wydajność, lecz meritum cały czas jest to samo...
Czy ACSEN Oil Cut Cleansing spełnił choć moje podstawowe wymagania? 

Zacznę od opakowania. Dość solidne, plastikowe, proste, choć jeśli spadłoby z mojego regału w łazience, na pewno byłoby po nim. Podoba mi się w nim właśnie ta prostolinijność i to, żeby wydobyć produkt ze środka, wystarczy nacisnąć "korek". Nie trzeba nic zdejmować, nic odkręcać i martwić się, że wszystko będzie zaraz upaprane. 

Konsystencja to żel, który przy kontakcie z ciepłem ciała rozpuszcza się i tworzy olejek, a po dodaniu wody - emulsję. Pachnie niby przyjemnie, niby trochę drażni. Może to za sprawką chemicznej nuty, którą w nim wyczuwam. Nie do końca mi pasuje.



Pokładałam wielkie nadzieje i oczekiwania były też ogromne względem produktu TroiAreuke. Stwierdziłam, że będę go stosowała po użyciu wody micelarnej, żeby najzwyczajniej doczyścić cerę.

Przyznam, że po pierwszym użyciu było ok. Żelo - olejek, tak jak obiecywał producent, nie podrażnił skóry, nie pozostawił żadnej warstewki po sobie, ale... Z każdym kolejnym podejściem było tylko gorzej. Po każdym myciu miałam wrażenie, że moja twarz jest ściągnięta, przesuszona, zaczęły pojawiać się łuszczące placki... 
Produkt co prawda posiada w składzie ekstrakt z papai, który przy częstym użytkowaniu może powodować złuszczanie, ale też inne dobra jak choćby ekstrakt z portulaki pospolitej oraz aloesu, które mają za zadanie złagodzić stany zapalne i nawilżyć skórę, a także zahamować takie reakcje. Nic z tych rzeczy!



Robiłam kilka podejść i za każdym razem kończyło się to tak samo. Czyścik idzie w ręce kolejnej osoby. Mam nadzieję, że posłuży o wiele lepiej!



Jestem szczerze rozczarowana, tym bardziej, że czytałam sporo dobrego na temat Oil Cut Cleansing oraz dlatego, że to produkt, który kosztuje tyle, co kosmetyki marek selektywnych. No cóż. Nie dla każdego on.