Strony

piątek, 11 listopada 2016

Azjo, daj się lubić #12, Missha, Near Skin Ultimate krem i esencja do twarzy


Jeśli mnie czytasz, doskonale wiesz, że kosmetyki azjatyckie zapanowały w mojej kosmetyczce, łazience i co więcej - robią sobie ekspansję do łazienek mojej mamy, babci, a także znajomych. Zarażam jak grypą, a co!
Dzisiejszy wpis poświęcę emulsji oraz kremowi marki Missha z serii Near Skin, które tak naprawdę są produktami dla skóry trochę bardziej dojrzałej, aniżeli moja...

Zatem jak to się stało, że trafiły do mnie?
Dłuższa opowieść. Nie wnikając w mniej przyjemne szczegóły - dystrybutor Missha na Polskę, czyli sklep missha.pl postanowił sam dobrać mi kosmetyki. Skoro dwudziestojednoletnia skóra potrzebuje ujędrnienia i zagęszczenia... Ok. 

To była jedna z tych współprac, których na pewno nie powtórzę, bo PR - owcom brakuje dobrego taktu, obowiązkowości, czasowości. Szkoda naprawdę gadać i jako bloger nie polecam. Nie wiem, w jaki sposób obsługują klientów, ale jeśli tak samo, jak mnie(i z tego, co mi wiadomo nie tylko), to długo na rynku nie zostaną.

Nie mniej jednak kosmetyki postanowiłam przetestować, bo moja skóra zaczęła dopominać się o silniejsze nawilżenie oraz odżywienie, a że dostałam zestaw składający się z esencji - Ultimate Contouring Essence oraz kremu - Ultimate Voluming Cream, stwierdziłam, że mogą okazać się dobrym, regenerującym duo na noc, bo poza tymi dwoma czynnikami, producent obiecuje ujędrnienie, poprawienie owalu, zagęszczenie skóry, a także rozświetlenie.





Zacznijmy od esencji. Eleganckie, solidne, różowe opakowanie o pojemności 50 ml z dozownikiem. Niestety, tak jak widać - po około dwóch miesiącach użytkowania, złote napisy nieestetycznie się ścierają, co wcale uroku nie dodaje(to samo dzieje się na opakowaniu kremu). Ale mawiali nasi przodkowie - liczy się wnętrze...Jak przystało na ten typ kosmetyku - konsystencja w stronę lejącej, półprzezroczysta, o dość wyraźnym, lecz niedrażniącym zapachu kwiatów. Bardzo szybko wchłania się w skórę, praktycznie do matu, wydajna. Jedna pompka wystarcza, by pokryć całą skórę twarzy.

A jak działa? A czy w ogóle działa? Mam wrażenie, że kosmetyk po prostu jest i nic nie robi. Ani nie pomaga, ani nie szkodzi. I piszę to ja - osoba o skórze mieszanej, która wcale tego nawilżenia, w stosunku do innych typów cery, nie potrzebuje(mam na myśli to, że mojej skórze do szczęścia niewiele jest potrzebne). I tu tak naprawdę mogłabym zakończyć, bo kosmetyk jest, ale tak jakby go nie było...
Dodam, że produkt łączyłam z kremem z tej samej serii, ale także z innymi. Efekt zawsze ten sam. Mierny.



No dobrze, a może krem się Misshy udał?
Opakowanie równie eleganckie, dające wrażenie luksusu, solidności, również o pojemności 50 ml. Konsystencja to "lekki krem". Kosmetyk jest wydajny, wchłania się szybko, do satyny, pozostawia delikatny, ochronny film.
Chciałabym napisać coś dobrego na jego temat, ale niestety, nie jestem w stanie... Mam wrażenie, że krem wręcz wysusza skórę. Nie jakoś wyraźnie, ale moja skóra sama jest się w stanie lepiej zabezpieczyć podczas snu. 
Zastanawia mnie to, czy tylko nasza kolaboracja jest nieudana, czy po prostu są to słabe produkty... Niedługo się przekonam, bo zestaw leci w kolejne dłonie. A w sumie na twarz!



Miało być pięknie, a wyszło jak wyszło. 
Zdaję sobie sprawę, że ten post może brzmieć jak wylanie kwasu z siebie na kosmetyki poprzez to, że ktoś mnie źle potraktował. Mam nadzieję, że wiesz, iż tak nie robię. To nie mieści się w mojej etyce. Z ogromną chęcią przekazałabym wieść, że są to moje perełki pielęgnacyjne. Niestety.
Ale za to następnym razem pokażę tu coś ekstra, dla równowagi!

Czy miałaś styczność z kosmetykami Missha? A może też jakaś marka próbowała kiedyś zrobić z Ciebie jelenia? Dodajmy pikanterii, a co! Bloger też człowiek. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje zdanie też ma znaczenie i z chęcią je poznam :). Pamiętaj, by nie obrazić nikogo, tego nie będę tolerować.