poniedziałek, 10 października 2016

Azjo, daj się lubić #11, Magic Snow Fixing Foundation, April Skin


Na początku wypada przeprosić za tak długą nieobecność... Niestety, ostatnio przeprowadziliśmy się, co zabrało nam naprawdę mnóstwo czasu i wysiłku. Mam nadzieję, że teraz będzie już z górki i zasypię Cię mnóstwem nowości, które mam ochotę tu obsmarować!
Dziś czas na kolejny koreański kosmetyk - podkład Magic Snow Fixing Foundation marki April Skin, który jakiś czas temu zasilił moją kosmetyczkę. 

I nie ukrywam - mam ogromną słabość do azjatyckich kosmetyków, a w szczególności do podkładów, czy bebików, także napaliłam się na niego, jak łysy na grzebień. Musiałam go mieć.

Producent opisuje go jako podkład fiksujący, długotrwały, ograniczający wydzielanie sebum, wyglądający jak druga skóra i możliwy do budowania. Brzmi jak mój ideał. A jak jest w rzeczywistości?



Zaczynając od tego, co na wierzchu - urocze, różowe, plastikowe, aczkolwiek solidnie wyglądające opakowanie. Po otwarciu ukazuje się gąbeczka(typowa dla podkładów cushion) na, hmm, przegródce? Po spojrzeniu na zdjęcie na pewno będziesz wiedzieć, o co mi chodzi. I choć gąbeczka ta wygląda mega sympatycznie, nie do końca sprawdza się w przypadku aplikacji. Już spieszę z tłumaczeniem.
Wyobraź sobie skórę, nie zapominając, że na jej powierzchni znajdują się pory. Kiedy aplikujemy kosmetyk tak gładką gąbką, nie ma szans, by wcisnąć go w nie. Część skóry pozostaje gładka, wyrównana, a miejsca, w których te pory są mocniej rozszerzone, po prostu widnieją "dziury". Dla mnie jedyną opcją aplikacji tego podkładu jest gąbka typu Beauty Blender lub pędzel z syntetycznego włosia.





Odcień jaki posiadam to 21 - bardzo jasny, waniliowy, piękny. I tutaj muszę wspomnieć o jednej sprawie. Kosmetyki koreańskie w większości mają tę samą numerację, czyli: 13, 21, 23 i tak dalej. To niesamowicie ułatwia trafić mi w odpowiednie dla siebie tony. Brawa dla Korei, ode mnie!





Co do samej konsystencji - kosmetyk jest bardzo płynny, ale dość szybko zastyga. Nie ma opcji, żeby postemplować całą buzię i dopiero z nim pracować. Makijaż trzeba wykonywać partiami, co sama robię w sumie zawsze, niezależnie od produktu.

Jak z efektem? Podkład naprawdę wygląda na twarzy dobrze, ale jest bezlitosny dla przesuszonej cery. Wtedy wygląda tragicznie i nawet nie ma co próbować... Popełniłam ten błąd na samym początku. Moja twarz krzyczała o "wodę", a ja na siłę spróbowałam nowości. Skończyło się zmywaniem w pośpiechu i kompletną irytacją.
Na szczęście, przyszły lepsze dni dla mojej skóry i byłam w stanie znów po niego sięgnąć. Wtedy okazało się, że wygląda pięknie. Tak, jak wspominałam - zastyga na mat, ale nie taki płaski. Bardziej idzie w stronę satyny. Po prostu jak zdrowa skóra, o!
Krycie można gradować, ale na wejściu otrzymujemy je w średnim wydaniu. Nie zakryje jakichś większych niedoskonałości, ale świetnie radzi sobie ze średnimi przebarwieniami oraz wyrównaniem kolorytu.





Trwałość nie jest jakaś oszałamiająca, ale poprawna. Wszystko zależy od pielęgnacji, której użyję pod spód, bo umówmy się - moja cera jest mieszana w stronę tłustej i niewiele mogę z tym zrobić(choć cały czas idę w tę lepszą stronę!).

Polecam go osobom, które przede wszystkim lubią fluidy ukryte w poduszeczkach, posiadają wypielęgnowaną cerę, bez żadnych suchych skórek, wolą satynę na buzi zamiast rozświetlenia i są łase na urocze opakowania. Więcej ograniczeń nie widzę!



Podkład April Skin, nie rzucił mnie na kolana, ale tak naprawdę mamy dobrą relację i z chęcią korzystam z jego dobrodziejstw.

Z chęcią poczytam o Twoim ulubionym lub znienawidzonym podkładzie. A może masz ochotę zapoznać się z Magic Snow Fixing Foundation?