Strony

wtorek, 13 września 2016

Od nienawiści do przyjaźni, Chanel No 5 L'eau


Chanel No 5. Jednym słowem: klasyka. W wielu słowach: zapach nie dla każdego, pudrowy, ciężki, specyficzny, raczej dla dojrzałych kobiet. I jak możesz się domyślać, nie jestem adoratorką tego zapachu... Kiedy na półki perfumerii wkroczyła "odnowiona piątka", byłam ciekawa, co tym razem wsadzili do flakonu. Niestety, mój odruch był podobny do tego, jaki wykonuję przy wąchaniu "piątki". Jednak, czy nie masz czasem tak, że do kosmetyku, czy wody toaletowej musisz się stopniowo przekonać?
Wiele, naprawdę wiele w moim myśleniu, a także odczuciach zmieniło się po szkoleniu marki Chanel, na którym mniej innym zaprezentowano mi właśnie Chanel No 5 L'eau.





Początkowo byłam nastawiona mega sceptycznie. Nie ukrywam, ciężko odciągnąć mnie od tego, co już utarłam sobie w głowie... 
Na początek zaprezentowano nam trzy nuty, z których składa się zapach. Dziwne było to, że żadna z nich nie irytowała mnie szczególnie. Więcej, nuty górne oraz środkowe bardzo przypadły mi do gustu.

Ale do rzeczy. Na samej górze zapachowej piramidy znajdziemy: cytrynę, mandarynkę, pomarańczę, nerolę oraz aldehydy, które sprawiają, że na każdej z nas zapach będzie pachniał zgoła inaczej. W środku są: róża, jaśmin, ylang-ylang, a na samym dole: cedr i białe piżmo. 



Pierwsze uderzenie zapachu naprawdę kojarzy mi się z prekursorką, czyli w skrócie, bez ogródek - czuję mydło. Jednak z każdą kolejną minutą aromat się rozwija, zyskuje. W stadium końcowym na próżno szukać(przynajmniej na mojej skórze) cytrusów. Czuję jaśmin, ylang-ylang oraz delikatnie piżmo. Oczywiście nie chcę skracać składu do tych komponentów, ale to one wyczuwalne są dla mnie najmocniej po około godzinie od aplikacji.

Co ciekawe, dzięki aldehydom, tak jak wspominałam wyżej, na każdej kobiecie będzie to pachniało inaczej. Fajnie, czy też nie? Zależy! Jeśli zapach spodoba nam się na koleżance, to na nas będzie on inny i niekoniecznie musi przypaść do gustu. Z drugiej strony, czy nie jest to sprawą unikatową? Miło mieć coś, co jest "skrojone" tylko dla nas samych.



Z pełnym przekonaniem No 5 L'eau mogę nazwać zapachem dla naszego pokolenia. Jest świeża, lekka, zwiewna, delikatna, ale niesamowicie tajemnicza. Według mnie to zapach dla każdego, bez żadnych ograniczeń. Co więcej - początkowo narzekałam na trwałość. No cóż, praca w perfumerii odebrała mi powonienie. Kiedy zaczęłam używać jej podczas wolnego, okazało się, że woń utrzymuje się naprawdę długo, a dodam, że to woda toaletowa!

Co z ciekawostek? 
W No 5 L'eau atomizer dozuje nam o 1/3 mniej produktu, niż w poprzednich zapachach tej marki. Dla mnie to udogodnienie, gdyż nie lubię ciągnącego się za mną zapachu. Wolę oszczędność.

L'eau to inaczej woda, czystość, lekkość(zależnie od kontekstu). Myślę, że to idealne określenie dla tego zapachu! 



A bardziej prywatnie: to mój pierwszy produkt marki Chanel. Na chwilę obecną nie zapowiada się na kolejne, ale...

Jestem żywym dowodem na to, że nigdy nie można mówić "nigdy" i trzeba dać szansę(jedną, czy też drugą) na wykazanie się. Dzięki temu moja skromna kolekcja zapachów powiększyła się o sztukę.



A czy Ty znasz nowy zapach Chanel? Jeśli nie, serdecznie zapraszam do zapoznania się z nim(i tu uwaga- koniecznie na skórze!).

Przy okazji, jeśli masz ochotę przeczytać, co Ala uważa na temat tego zapachu, kliknij TU.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje zdanie też ma znaczenie i z chęcią je poznam :). Pamiętaj, by nie obrazić nikogo, tego nie będę tolerować.