niedziela, 24 lipca 2016

Zdrowe opalanie - Suchy Olejek Marula od Vita Liberata + KONKURS


Uch, znów sobie poleniuchowałam... A tak serio, w moim życiu ostatnio dzieje się bardzo dużo, ale powoli się to normuje, także wierzę, że do jakiegoś skąpego urlopu już nie zginę. W tym wpisie podzielę się moją opinią na temat Suchego Olejku Marula marki Vita Liberata. To jak, ciekaw, co mam do powiedzenia?

Słowem wstępu. Marka
Vita Liberata to marka, która zajmuje się kosmetykami stricte samoopalającymi, co bardzo pochwalam. Lubię marki, które nakierowane są na dany segment, robią coś dobrze, z głową, nie rozdrabniają się. Dzięki temu można im zaufać.

Jakiś czas temu testowałam już ich kosmetyk[KLIK] i byłam naprawdę zadowolona. I o ile właśnie piankę polubiłam, tak olejek pokochałam!




Ale nie rozpędzajmy się, zacznę od początku.
Kosmetyk otrzymujemy w kartoniku, a w nim... Przepiękna, elegancka, szklana buteleczka. Naprawdę, robi wrażenie. Czujemy, że kosmetyk to górna półka, coś luksusowego, dla wybranych.
No i rzeczywiście, cena to odzwierciedla 
- 165 zł/ 100 ml. Ale mogę zapewnić, że jeśli używasz takich kosmetyków, efekt i wydajność(która jest szalona!) wynagrodzą Ci tę kwotę.

Kiedy postoi dłużej, produkt dzieli się na trzy części. Niestety, producent nie opisuje w instrukcji, z czego składa się każda z nich, ale domniemam, że są to fazy: pigment z drobinkami(których niestety później na skórze nie widać), olejek oraz samoopalacz.
Dlaczego o tym piszę? Bo bardzo ważnym jest, by produkt przed użyciem wstrząsnąć. Tylko wtedy otrzymamy jednolitą konsystencję, która da optymalny efekt na skórze. Inaczej może być różnie.




Jak używamy?
Wystarczy potrząsnąć buteleczką, by zmieszać fazy, wylać kosmetyk na dłoń i rozprowadzić dokładnie na skórze, którą chcemy przyrumienić. Proste? A jak! Później(optymalnie po ośmiu godzinach) zmywamy ciepłą wodą i gotowe!




Co otrzymujemy w zamian? Naturalnie opaloną, rozświetloną, nawilżoną, chronioną skórę. Zero smug, pomarańczowego odcienia a'la tanie samoopalacze, wysuszonej, matowej skóry! Do tego SPF 50! To brzmi jak typowa reklama w telewizji, ale co zrobić, skoro ten produkt jest tak fenomenalny? Z resztą, efekt możesz zobaczyć na fotografii poniżej.




Moje nogi, jakby to napisać... Są zaniedbane. Naprawdę, bez bicia się przyznaję, nienawidzę smarować się kremami i balsamami. Mam wrażenie, że do wszystkiego się lepię. Dzięki temu olejkowi zobaczyłam, jak to jest mieć nawilżoną skórę na nogach bez efektu lepa na muchy. Nie jest to nawilżenie dogłębne, ale utrzymywało się około trzech dni, co wiem, że dla mojej skóry jest nie lada wyczynem!

Żeby nie było tak kolorowo, wspomnę Ci o zabawnej sytuacji, jaką przeżyłam dzięki Olejkowi Marula. Był wieczór, jedna noga już "opalona". Czas na drugą. No to co? Wysmarowałam się i poszłam spać. Jakież było moje zdziwienie, kiedy obudziłam się z "podrapaną" nogą. Widocznie któreś z nas(ja lub Artur) musiało na tyle machać kończynami podczas snu, że to, co nie zdążyło się wchłonąć, po prostu zostało żywcem ze skóry zdarte. Pomęczyłam się tydzień, bo właśnie tyle trwa efekt i znów wyglądałam jak człowiek.
Jaki wniosek? Nie smarujemy się na noc!




Zdecydowanie nie jest to dla mnie minus, bo na opakowaniu napisano jasno, że produkt musi pobyć na skórze około ośmiu godzin, po których możemy go spłukać. To tylko i wyłącznie moja nieuwaga.

Ale! Pozostając w kwestii minusów jest taki jeden. Mianowicie zapach. Jakby metaliczny. Nie lubię i już. Na szczęście w ciągu dwóch dni zmywa się on całkowicie i już nie męczy wrażliwego nosa.

Podsumowując, produkt ten na tyle polubiłam, że wreszcie mogę udawać, że lubię się opalać ;). Jest to mój numer jeden w tej kategorii i naprawdę ciężko będzie to zmienić.




Żeby nie być takim samolubem i dać komuś innemu spróbować zdrowego opalania, mam konkurs, w którym do wygrania będzie właśnie Suchy Olejek Marula. Nówka, nieotwierana!
Co zrobić, by wygrać?



Nie trzeba lajkować żadnego profilu, choć jeśli lubisz do mnie zaglądać, będzie mi bardzo miło. Fajnie, jeśli dasz łapkę w górę profilowi Vita Liberata na FB, bo gdyby nie oni, to konkursu by nie było, o!



REGULAMIN:
1.    Organizatorką konkursu jestem ja, a sponsorem nagrody Vita Liberata Polska.
2.    Uczestnikiem może być każda osoba spełniająca oraz akceptująca warunki regulaminu.
3.    Konkurs trwa od 24.07.2016 do 21.08.2016 do godz. 23:59.
4.    Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi poprzez wybranie przez Organizatorkę jednej, najciekawszej odpowiedzi.
5.    Wyniki zostaną ogłoszone do 28.08.2016 na blogu: okiemjustyny.blogspot.com pod tym postem.
6.    Wysłanie nagrody możliwe jest tylko na terenie Polski, chyba że ktoś spoza granic kraju chce wziąć udział - w razie wygranej musi pokryć koszta przesyłki.
7.  Po ogłoszeniu wyników, przez 4 dni robocze czekam na informację o danych do wysyłki, którą należy przekazać na maila: okiemjustyny@gmail.com.
8.  Jeśli zwycięzca nie zgłosi się w wyżej określonym czasie, wyłonię kolejną zwycięską pracę, z której autorem skontaktuję się sama.
9.  Wysyłka nagród zostanie zrealizowana do 5 dni roboczych od podania danych przez zwycięzcę.
10.  Konkurs ten nie jest grą losową.
11.  Każdy uczestnik wyraża zgodę na przetwarzanie jego danych osobowych w celach konkursowych(wyłonienie zwycięzcy).

EDIT: Ciężko, naprawdę ciężko było mi zdecydować... Tyle fajnych odpowiedzi, a produkt tylko jeden *smuteczek*. 
Nie przedłużając, stwierdziłam, że najbardziej spodobała mi się odpowiedź Moniki/ Serenitki. Monia, czekam na dane.
Wszystkim Wam bardzo dziękuję za udział w konkursie! Miło czytało się Wasze historie. Niebawem zorganizuję coś jeszcze, także stay tuned!

Odpowiedź Moniki:
"
Ten suchy olejek byłby dla mnie prawdziwym wybawieniem ponieważ mimo tego że byłam na tygodniowych wczasach w polskim Majami czyli Mielnie to jestem blada jak córka młynarza. Otóż zamiast fantastycznego słońca i wygrzewania się na ciepełku miałam Wietnam. Lało jak w Wietnamie a gdy nie lało( no chyba z 6 godzin podczas całego urlopu) to siedziałam z chłopakiem skitrana w ciepłej kurtce na plaży jak Rambo w dżungli pośród parawanowego miasteczka. Oczywiście z miną "bawię się świetnie i nie jest mi zimno" oraz "wiatr wcale nie chce urwać mi głowy". Reszta urlopu to były krótkie spacery i oglądanie Trudnych Spraw w malutkim telewizorku. Szał. Gdy wróciłam to rozdzwonił się telefon: " Łał, byłaś nad morzem, pewnie się ładnie opaliłaś..." Taa...powiedzmy...
Co to za lato bez opalenizny więc ten olejek pomógłby mi wyglądać jakbym była muśnięta nadmorskim słońcem i zmniejszyłby siarę wychodzenia z takimi bladymi kulosami podczas gdy wszyscy są strzaskani na heban. :)"