Strony

środa, 6 kwietnia 2016

Bitwa kremów pod oczy: Kiehl's, Antipodes, The Secret of Healing, Fitomed[mini recenzje]


Hej! Dziś mam zamiar obalić kilka przekonań i pokazać Ci najlepsze, jakie testowałam, kremy pod oko. Oczywiście według mnie.

Zaczynamy od mojego poprzedniego ulubieńca - Creamy Eye Treatment with Avocado od Kiehl's(113 zł/ 14 g), którego posiadam już drugie opakowanie. Szerzej pisałam o nim w TYM poście. Swoją drogą - ale miałam "świetnie" obcięte włosy(brawa dla fryzjerki!) i jaka opalona byłam!
No cóż mi pozostaje napisać? Dla mnie nadal mistrz. Wiem, że wiele osób denerwuje jego śmieszna konsystencja, która po chwili od nałożenia na skórę staje się odrobinę wodnista, ale dla mnie nie jest to minus, nie irytuje mnie to. Dopóki działa, jak działa - niech sobie robi, co chce. Geniusz kremów. Z resztą wiele mówi to, że mam już drugie opakowanie. Rzadko odkupuję kosmetyki... 
Poprawa nawilżenia skóry widoczna jest już po dwóch użyciach, a później? Można kłaść pod oko wszelkie korektory, na powiekę wszystkie cienie, zero suchości. Po prostu miłość!



Ale! Czy taka jedyna?

No właśnie nie. Lecz podoba mi się to!
Jakiś czas temu otrzymałam sporą próbkę kremu Kiwi Seed Oil Eye Cream od Antipodes(~149 zł/ 30 ml). Początkowo używałam go jedynie na dzień, ale przekonałam się i katowałam go dzień w dzień, dwa razy na dobę przez kilka tygodni. Na początku zdziwiona byłam lekką konsystencją, która dosłownie po 30 sekundach wchłania się w moją skórę. Sądziłam, że będzie zbyt słaba, by zrobiła cokolwiek dobrego. 
Pamiętajcie! Nigdy nie oceniajcie książki po okładce, ani nawet po kilku stronach. Ten krem to po prostu zamiennik kremu Kiehl's! Przynajmniej w działaniu, bo na pewno nie w konsystencji ;). A żeby było milej - jest kilkanaście złotych droższy, ale pojemność wynosi aż 30 ml, gdzie tego pierwszego to 14 g. Różnica? Znaczna. Przy tym jest szalenie wydajny i już wiem, że po skończonym słoiczku Kiehl's biorę Antipodes! 




Źródło

Trzecia pozycja to rozjaśniający krem pod oczy(10 zł/ 10 ml) od Izy Kornet, czyli The Secret of Healing. Tu pozwolę zatrzymać się na chwilę... Iza wyrabia własne kosmetyki, naturalne. Jest niesamowicie inspirującą, pełną radości osobą. Wkłada serce w to, co robi i przede wszystkim robi to, co kocha - uwielbiam to w ludziach! Od razu zapraszam Cię do zapoznania się z jej blogiem, a może znajdziesz tam coś dla siebie. Ja znalazłam!
Przechodząc do kosmetyku... Ten krem to jakaś poezja! I muszę się przyznać(bez bicia!), że to dla mnie zaskoczenie. 
Ma konsystencję odrobinę roztopionego masełka, topi się pod wpływem ciepła skóry i wchłania dość długo, ale po prostu działa! A żeby było ciekawiej - stawiam go na równi z kremem Kiehl's i Antipodes. 
Co więcej? Krem kosztuje 10 zł!!! Tak, całe 10 zł za 10 ml!
Jedyną wadą, jak wyżej wspomniałam jest czas wchłaniania kosmetyku. Pod makijaż się nie nada, ale dla osób, które go nie noszą lub po prostu na noc - jak znalazł. Faktem jest również to, że krem ma dość krótki, ale wcale nie tak krótki termin przydatności - ok. 4 miesiące. Dla tych, które używają mazideł regularnie, co jest bardzo ważne dla działania, nie będzie to żadnym problemem, bo po prostu produkt do tego czasu zostanie wykorzystany.
Brawo, Kochana! Jestem pod wrażeniem.



Ostatnia pozycja. Nie bez przyczyny na końcu... Mój Krem Nr 10(19 zł/ 20 ml) od Fitomedu. Czuję ogromny zawód, bo krem nie robi totalnie nic, naprawdę nic. A nie, przepraszam! Cholernie pieką mnie po jego użyciu oczy. W sumie nie tylko mnie - potwierdzone info.
Kupiłam w zastępstwie kremu Kiehl's, poużywałam tydzień i pędem zamawiałam poprzednika, bo pod oczyma i na powiekach miałam Saharę... Niestety. Poza tym, po tygodniu pękło opakowanie. Słabo.
Nie polecam, ale jeśli ktoś ma ochotę - z chęcią oddam ten egzemplarz.



Podsumowując - znalazłam 3 świetne kremy pod oczy. Wszystkie "słoiczkowe". Dwa pierwsze(Kiehl's i Antipodes) droższe, nadające się pod makijaż, kolejny - śmiesznie tani(The Secret of Healing), który pod makijaż się nie nada. Wszystkie trzy lubię niesamowicie mocno i po skończeniu z pewnością będę wracała!





Cierpliwie, w kolejce czeka jeszcze jeden cudaczek. Dlaczego cudaczek? Bo koreański, bo zawiera mnóstwo śluzu ślimaka. Jestem go niezmiernie ciekawa. Może wywróci mój pogląd na powyższe kremy do góry nogami? Czas pokaże!




Wiosna!

Znasz kremy, które przedstawiłam? Może Cię skusiłam?

Przypominam o konkursie, w którym nie dostałam jeszcze żadnego zgłoszenia. Co jest? Nie lubicie wygrywać ;)?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje zdanie też ma znaczenie i z chęcią je poznam :). Pamiętaj, by nie obrazić nikogo, tego nie będę tolerować.