poniedziałek, 4 stycznia 2016

Kosmetyczni ulubieńcy roku 2015 według Justyny, włosy i paznokcie


Włosomaniaczką, czy też paznokciomaniaczką nie jestem, ale to chyba widać...
Mimo wszystko o włosy i paznokcie dbam, a przynajmniej staram się dbać jak najlepiej. Dziś pokażę Ci produkty, które monotematycznie zużywam od wielu miesięcy, i które zasługują na miano moich ulubieńców zeszłego roku.


Ach, zapomniałabym! Witam w nowym roku! Nieformalnie oraz formalnie mam już rok więcej, ale poza cyferkami to raczej nic się nie zmienia... Życzę sobie oraz Tobie, by ten rok był jeszcze lepszy od poprzedniego, by wszystko szło po naszej myśli!


A przechodząc do ulubieńców...
Zawsze, ale to zawsze miałam ogromny problem z rozczesywaniem włosów. W sumie do dziś mam! Gdyby nie ta niepozorna szczotka, którą zna już chyba każdy, byłabym łysa. Tangle Teezer w wersji kompaktowej to mój hit od półtora roku. Prawdopodobnie nie wrócę już do innych szczotek, bo to, jaki komfort daje mi ona jest nie do opisania! Nie ciągnie, nie wyrywa, rozczesywanie szczególnie mokrych włosów staje się przyjemne. Jeśli masz podobny problem, a nie posiadasz tej szczotki, to czas najwyższy ją zakupić. Nie pożałujesz!







Od poprzednich wakacji niezmiennie używam jednego olejku do włosów. Daje on im wszystko, czego potrzebują: wygładzenie, odżywienie i ochrona. Przy tym jest szalenie wydajny! Przez ten czas nie zużyłam jeszcze pełnego opakowania! O czym piszę? Oczywiście o Mythic Oil marki Loreal. To mój niekwestionowany hit do ochrony(przede wszystkim) końcówek. Dawno nie były w tak dobrym stanie i wiem, że to jego zasługa.







I coś, o czym również jeszcze nie napisałam. Sama nie wiem, dlaczego... Pamiętasz, jak w wakacje powędrowałam do Sephory po dwie buteleczki od Bumble and Bumble? Jedna okazała się kompletną porażką, a druga niekwestionowanym hitem, choć nie jest to must have. Surf Infusion zapewnia mi piękne, skręcone włosy. Niczym fale morskie... Jest to piękny, gustowny i stylowy efekt. 
Zauważyłam jednak, że skręt ten najlepiej tworzy się na lekko wilgotnych włosach. Jeśli spryskuję włosy już wysuszone lub całkowicie mokre, efektu prawdę mówiąc nie ma i na to trzeba uważać. Korzystam z niego, gdy nie chcę męczyć siebie, ani włosów lokówką, a mam ochotę wyglądać inaczej.







Gumki Invisibobble zawojowały blogosferę już dawno temu. I ja dałam się im uwieść. Zdecydowanie nie są to gumki bez wad, ale od kiedy je posiadam, praktycznie w ogóle zrezygnowałam z tych zwykłych. Mocno trzymają kucyki, są bardziej trwałe od zwykłych gumek pod względem zachowania swojego kształtu i właściwości, mają ciekawy design, nie ciągną, nie plączą i nie wyrywają włosów w porównaniu do sporej części gumek. Jeśli masz problem ze spadającą gumką z włosów, koniecznie zakup swoje pudełeczko, a wszystko się zmieni.





Paznokcie? "Stara", dobra, wysłużona odżywka Eveline, o której pisałam w tym poście. Nie robi mi absolutnie nic złego, wręcz przeciwnie. Odbudowała moją wiecznie zniszczoną przez eksperymenty płytkę... Wiem, że nie wszyscy tak na nią reagują, ale jestem w szczęśliwym gronie, które ma super odżywkę za śmieszne pieniądze.



Skórki wokół paznokci doraźnie leczę albo Instant Cuticle Remover od Sally Hansen albo oliwką z Oriflame. Kluczem do sukcesu jest jednak systematyczność. Bez niej nie mamy co liczyć na długofalowe, czy zadowalające efekty.





W tym wpisie nie ma miejsca na żaden specjalny lakier do paznokci. Mam ich dosłownie kilka sztuk i lubię, ale nie żeby od razu fajerwerki puszczać. W ogóle średnio marzy mi się malowanie paznokci. Komuś? Jasna sprawa i no stress, ale że sobie... Irytująca czynność, przy której zawsze wymsknie mi się kilka niecenzuralnych słów. Tak po prostu.

Przez najbliższe tygodnie(możliwe, że) będzie tu mnie mniej, no bo przecież sesja... Ale postaram się zaglądać na tyle, na ile będę mogła!

A jak Twoje hity paznokciowe i włosowe? Możesz mi coś polecić?