Strony

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Kosmetyczni ulubieńcy roku 2015 według Justyny, pielęgnacja twarzy


Tym razem coś dla "skinobsessors", czyli dla ludzi mojego typu :D...
Pielęgnacja cery takiej, jak moja, to nie lada wyzwanie. Z jednej strony łatwo się zapycha, z drugiej strony ekstremalnie prosto ją podrażnić, z kolejnej bardzo przetłuszcza się w strefie T, a następnej lubi wysuszać się w okolicach policzków. Mieszanka wybuchowa, którą cały czas staram się okiełznać i... jest coraz lepiej! Choć jeszcze nie idealnie.

Moim totalnym ulubieńcem tego roku stał się Krem Nr 12 polskiej marki Fitomed. Dopiero po jakichś 2 - 3 tygodniach stosowania, zrozumiałam, że wszelkie poprzednie mazidła musiały mnie zapychać. Codziennie wysypy krostek, czy zaskórników się skończyły, co było ogromnym zaskoczeniem, no bo jak to tak?! Ten krem to zbawienie dla mojej cery. Nawilża, odżywia, leczy, łagodzi. Początkowe działanie matujące niestety zniknęło, ale nie ma jakiejś masakry, absolutnie nie(ale zawsze może być lepiej)! To nadal jedyny krem, jaki mogę nałożyć na dzień, pod makijaż, tak po prostu. Absolutnie nie wzmaga świecenia cery, wchłania się błyskawicznie. Wielkie brawa dla marki! Ogromne!
Pełną recenzję, a dokładniej, pierwsze wrażenie na temat kremu znajdziesz tutaj.




Następnym kosmetykiem, bez którego po prostu nie wyobrażam sobie pielęgnacji jest... zwyczajny spirytus salicylowy! Do odkażania narzędzi, do wysuszania krostek, czy przemywania "pozostałości" po nich. Muszę go mieć, zawsze! A jak nie mam, to jestem naprawdę poirytowana i biegnę do apteki!



Lierac Prescription, Koncentrat dwufazowy przeciw niedoskonałościom... Czy wspominałam już o nim? A powinnam.
Używam go od niemal roku i ciężko znaleźć mi zamiennik. Co on robi? Podsusza wypryski, sprawia, że czasem w ogóle się nie pojawiają(mowa przede wszystkim o takich podskórnych gulach, które pojawiają się u mnie przy spadku odporności), sprawia, że przebarwienia szybciej znikają. Niby nic, a jednak coś. Bardzo go cenię i cieszę się, że znalazłam, bo pasta cynkowa na mnie nie działa, a gdy ważne wyjście za dwa dni, to jestem spokojniejsza, kiedy jest pod ręką.




I coś, o czym pisałam niedawno - Rose Water od KTC. Wszystko, co powinnam o niej powiedzieć, zawarłam w tym poście. Odświeża, nawilża, rozjaśnia, ... Nowe opakowanie już w użytku!





Moje rzęsy od półtora roku podrasowuję odżywkami. Przez prawie cały ten czas była to odżywka marki Bodetko Lash. Efekty były niesamowite, ale kiedy zorientowałam się, że w buteleczce jest jej coraz mniej produktu, a ona nadal kosztuje tyle samo... kupiłam za całe 50 zł odżywkę Long 4 Lashes. I nie żałuję! Efekt jest taki sam, cena 3 razy niższa. Nigdy nie wrócę do Bodetko Lash, nie widzę najmniejszego sensu. L4L spełnia swoje zadanie w 100%!



Kolejna pozycja to woda termalna marki Uriage. Używam jej codziennie po kąpieli, bo koi, odświeża, łagodzi. Idealna dla alergików i osób w wrażliwą buźką, zbawienie na gorące dni. Myślę, że każdy się z nią polubi, nie znam negatywnych opinii na jej temat!



A teraz ulubieniec blogosfery... I mój także ;). Krem o niezwykle długiej nazwie: Creamy Eye Treatment with Avocado marki Kiehl's. Niesamowity krem na okolice oczu, który właśnie dobija dna. Smuteczek. Męczyłam go około pół roku i nigdy nie miałam dość, nigdy mnie nie zawiódł, zawsze był odpowiedni. Odbudował skórę wokół moich oczu! Nigdy nie była ona tak napita wodą, tak sprężysta! Co najważniejsze - to nie jest efekt na jeden dzień, on trwa i trwa, czyli rzeczywiście odżywka, a nie jakiś zwyklak. Na chwilę obecną testuję jego "zamiennik" i zobaczymy, czy będę musiała do niego wrócić, czy zaproszę go do domu za pół roku. Oczywiście wolałabym tę drugą opcję, bo za "drobne" to nie da się go kupić, a oszczędności w nowym roku byłyby wskazane.
Kilka słów więcej na jego temat znajdziesz tu.




Coś do ust. Tego nie mogło tu braknąć! Mam dwóch faworytów. Jednego całkiem wysłużonego, który miał swoje miejsce w tym poście, a drugiego - nowego, którego niedawno pokazałam na Instagram'ie.
Nocną pielęgnację warg powierzam balsamowi do ust Bariederm od Uriage. Jestem zaskoczona, bo niby zawsze się lubiliśmy, ale po wykończeniu Clarins'a zaczęłam używać go więcej i więcej, aż pokazał swoją prawdziwą moc! Peeling? A co to takiego? Matowa pomadka? Znamy się bardzo dobrze! Jestem bardzo na tak i niesamowicie zaskoczona oraz uradowana, że odnalazłam perełkę w dotychczasowym zbiorze!
Drugi gagatek to nikt inny, jak dobrze znany, wiecznie wyprzedany olejek do ust wspomnianej wyżej marki Clarins. To zwykle opcja na dzień. Świetnie ochrania usta przed czynnikami zewnętrznymi, odżywia, utrzymuje się naprawdę długo, nie zlepia warg i pięknie pachnie! Lubię, lubię, bardzo lubię! I moje usta również!






Mój nowy pielęgnacyjny gadżet, który zdążyłam już docenić - przyrząd do usuwania zaskórników od Oriflame.
Jestem osobą, która niezbyt długo wytrzyma, jeśli jakiś nieprzyjaciel widnieje na jej twarzy. Przyznaję się bez bicia - lubię wyciskać. Niestety. Po takich "zabiegach" zostawały mi ogromne strupy, a później przebarwienia, które znikały po 2 - 4 miesiącach... Zmienił to właśnie ów przyrząd, który sprawia, że krostka wychodzi wręcz sama i zostaje po niej(zwykle) mały strupeczek, który nie pozostawia po sobie później żadnego śladu. Co więcej, często byłam sfrustrowana, że naciskam, naciskam, a nic nie wychodzi i i tak mam kolejnego dnia strup... Tutaj nacisk rozkłada się równomiernie i to, co pod skórą, ma szansę bez większych problemów się wydostać. W całości. Jeśli świerzbią Cię ręce na widok krostki, kupuj, nie pożałujesz!




Ostatni ulubieniec, o którym napisałam sporo tu. Sensational Soft Cleanser marki Rituals. Ufam mu bardzo i chyba się już nie przejadę. Fakt, faktem, testuję nowość do oczyszczania, ale po trzech dniach prób z tęsknoty wróciłam do niego! Niezawodny, oczyszcza sumiennie, ale jest delikatny dla skóry. Ideał dla ludzi, którzy katują swoją cerę wysuszającymi żelami. Czas na zmiany!



I jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, to prawdopodobnie wszystko, no, chyba, że o czymś zapomniałam(co niestety całkiem możliwe z moją pamięcią ;)).
W najbliższym czasie planuję naskrobać post o ulubieńcach do włosów i paznokci, mam nadzieję, że się uda!


Jak po świętach, najedzona, prezenty udane, obgadana z rodzinką? Znasz moich ulubieńców? Też ich lubisz, czy wręcz przeciwnie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje zdanie też ma znaczenie i z chęcią je poznam :). Pamiętaj, by nie obrazić nikogo, tego nie będę tolerować.