Strony

poniedziałek, 19 października 2015

RMS Beauty - lip & skin balm simply cocoa


Witaj!
Jak już wiecie(no chyba, że nie...) moje usta są równie kapryśne, jak skóra całego ciała. Praktycznie cały rok muszę o nie dbać, by nie zeschły się na wiór. I muszę używać nie byle jakich produktów. Pomadka Nivea, czy balsam Tisane totalnie nie zdają egzaminu...
Za każdym razem trafiam na coś nowego, co wydaje mi się, że może wprowadzić rewolucję w mojej pielęgnacji. I tym razem również!
Kiedy zamawiałam kolejną buteleczkę Lotionu P50(KLIK) w jednym z moich ulubionych sklepów internetowych, czyli w Warsztacie Piękna, natrafiłam na nową markę - RMS Beauty

Sama filozofia marki jest dość ciekawa. W skrócie: używają tylko organicznych, certyfikowanych składników, w tym minerałów, lecz omijają te, które pozostawiają wątpliwości, co do ich wpływu na zdrowie człowieka. Wierzą, że skóra to jeden ze składników i musi ona wejść w interakcję z innymi(składnikami). Wszystko ma stać się jednym i stworzyć idealną całość. Brzmi świetnie, prawda?


Zbliżała się jesień, a mój balsam od Clarins(KLIK) dobił denka. Zbyt bardzo lubię eksperymentować, żebym kupiła go tak od razu, znowu. A że zamawiałam wspomniany wyżej tonik... zrobiłam najzwyczajniej stwierdzając transakcję wiązaną ;).

Wybrałam coś, co wzbudziło we mnie pewne zaufanie. Sama nie wiem, dlaczego. Może to te piękne opisy i fajne składniki? Może również polecenie Pani Olgi - doradcy Warsztatu Piękna? Zakupiłam lip & skin balm w wersji kokosowej(102 zł).

Opakowanie. Ładne, zgrabne, minimalistyczne, trwałe, ale... słoiczkowe. To minus, zdecydowanie. Ale wiedziałam, na co się godzę i wzięłam to na klatę.
Balsam aplikuję ZAWSZE po dokładnym umyciu rąk. Nie wyobrażam sobie grzebania w opakowaniu brudnymi łapami, po prostu nie!


Skład:
Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Cera Alba (Beeswax), Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Buriti (Mauritia Flexuosa) Oil, Tocopherol(non-GMO), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Propolis Extract, Centella Asiatica Extract, Rosmarinus officinalis (Rosemary) Extract.



Konsystencja w chłodniejszych temperaturach to typowy balsam do ust w słoiczku. Po prostu. Ale kiedy tylko zetknie się z ciepłem np. naszych dłoni, rozpuszcza się do idealnej do aplikacji formuły, która cudownie sunie po skórze. Coś w stylu gęstszego olejku, bajka!



Działanie? I tutaj najlepsze! OD RAZU wygładza usta, od razu! Kiedy zaniedbałam wargi, po nałożeniu tego cacuszka stały się one od razu mięciutkie, nawilżone, otoczone fajną warstewką. Poczułam natychmiastową ulgę, która trwała i trwała. 

Produkt utrzymuje się na skórze dość długo, jak na taką konsystencję, bo około 2 - 2,5 godziny. To zaskakujący wynik, jak na tak lekki "w noszeniu" produkt!



Za co go jeszcze lubię? Za to, że jest uniwersalny! To nie tylko balsam do ust. Można stosować go na noc w okolice oczu, jako nawilżacz pod pomadkę, czy na skórki wokół paznokci(choć w tym przypadku byłoby mi go po prostu żal ;)).

Jeśli chodzi o wydajność. Nie ma się co okłamywać - przeciętna. Ze względu właśnie na konsystencję, jest on mniej wydajny, niż kosmetyki do ust w tubkach. Ale co z tego, skoro jest lepszy? Myślę, że posłuży mi na 4, może więcej miesięcy codziennego(po kilka razy dziennie!) stosowania. W sumie - niezły wynik!
Warto dodać, że na zużycie kosmetyku mamy 12 miesięcy od otwarcia.


Ośmielę się stwierdzić, że to produkt lepszy od Clarins'a. Dziwnie mi to pisać, ale tak jest! Nie sądziłam, że istnieje coś tak dobrego... Czy kupię ponownie? Znając moje zapędy, może być różnie, choć wcześniej lub później NA PEWNO do niego wrócę!


Znasz sam produkt lub markę RMS Beauty, czy to dla Ciebie kompletna nowość? Jak Twoje usta zareagowały na pierwsze wiatry i chłody?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje zdanie też ma znaczenie i z chęcią je poznam :). Pamiętaj, by nie obrazić nikogo, tego nie będę tolerować.