Strony

niedziela, 4 października 2015

Oczyszczanie cz. 1: Pianka Glamglow Thirstycleanse, czyli "kop" z rana dla śpiocha


Hej!
Sprawczynią tego posta*, a tak naprawdę mini serii jest przesympatyczna Iwonka, która zażyczyła sobie poczytać o moich produktach do oczyszczania cery. A że jestem tu dla Ciebie, Ciebie i Ciebie... Stało się!
Początkowo miało to być zestawienie, ale po napisaniu wstępnego artykułu stwierdziłam, że nikt tego eseju nie będzie chciał przeczytać. W związku z tym zdecydowałam się na serię trzech(lub czterech) wpisów, w których pokażę Ci produkty, jakich używam na co dzień. Te lepsze oraz te, których zakupu żałuję.

Oczyszczanie twarzy to podstawa pielęgnacji. Bez niego wszystko inne nie ma większego sensu. To krok, który pomaga nam oczyścić buzię z wszelkich toksyn, zanieczyszczeń i przygotowuje ją do kolejnych poczynań. 
Jest szczególnie ważne dla osób, które nakładają makijaż, gdyż płyn micelarny nie wymyje dokładnie wszystkich warstw kosmetyków ze skóry, co z kolei może powodować zapychanie się cery. 

Rynek dosłownie zalewa nas produktami do oczyszczania twarzy. Do dyspozycji mamy: olejki, pianki, emulsje, żele, ... W sumie wszystko, co nam się wymarzy. 

Dzisiejszym bohaterem jest pianka Thirstymud od marki Glamglow, którą(o dziwo!) wygrałam w jednym z konkursów organizowanych przez Douglas.



Jestem posiadaczką maski do twarzy z tej samej serii. O ile na początku byłam nią zachwycona, to emocje z każdym użyciem opadały i teraz uważam ją za przeciętną(jak na kwotę, którą trzeba na nią wydać), więcej nie kupię. Mimo tego, zafascynowana byłam działaniem pianki, byłam ciekawa, co, z czym i jak. Co więcej, zanim wygrałam tę piankę, rozważałam nawet jej kupno...
Co mówi o niej producent?
THIRSTYCLEANSE™ to rewolucyjny preparat typu Mud to Foam™ do codziennego mycia twarzy, który łaczy Siłę Błota i Skuteczność Piany w nowym, codziennym doświadczeniu nawilżającym. THIRSTYCLEANSE™ zmienia się z luksusowego błota w nawilżającą, obfitą pianę, aby łagodnie i efektywnie zmyć make up i wszelkie zanieczyszczenia nawilżając jednocześnie głęboko skórę, pozostawiając ją nawilżoną, jedwabiście miękką oraz soczyście świeżą. Dla mężczyzn i kobiet w każdym wieku i dla każdego rodzaju skóry.

Moim zdaniem.
Produkt zamknięty jest w zabawnym, typowym dla marki, niebieskim opakowaniu. Posiada pompkę(prawdopodobnie airless), która ma swoje humory, ale ogólnie większych zastrzeżeń do jej działania nie mam. Pozwala ona na dość dokładne dozowanie produktu, co jest bardzo ważną sprawą. Dzięki temu mamy pewność, że kosmetyk zużyjemy, a nie wyrzucimy.





Przy pierwszym użyciu spotkało mnie niemałe zaskoczenie! Fakt, wiedziałam, że formuła glinki/błota przy kontakcie z wodą zamieni się w piankę, ale mimo wszystko było to dla mnie coś innowacyjnego.

Produkt początkowo wygląda i pachnie(kokosowo!), jak wspomniana wyżej maska. A przynajmniej bardzo podobnie. Rozprowadzamy go dokładnie, suchymi rękoma na twarzy, po czym dłonie zwilżamy wodą i MASUJEMY. Dzięki wodzie zamienia się on w nieźle pieniącą się, białą pianę, która z czasem znika z naszej buzi i pozostawia ją niesamowicie nawilżoną, oczyszczoną i(uwaga!) pobudzoną


To według mnie doskonały kosmetyk na początek dnia, kiedy budzimy się i jesteśmy zaspani. Ta pianka pozostawia po sobie przyjemne uczucie chłodu, które dla mnie, osobiście jest bardzo pobudzające i szybko stawia mnie na nogi.

Thirstycleanse jest bardzo wydajna. Nie wiem, czym kierował się producent, "doradzając" nam, by wypompować aż 2 - 3 porcje. Chyba wpływami na jego konto ;). Na dokładne umycie całej cery wystarczy niecała pompka! 



Koszt pianki to 149 zł za 150 g. Z jednej strony nie jest to mało, ale patrząc na jej działanie i właśnie wydajność - warto, po prostu warto!
Dodam, że kosmetyk powinno się zużyć w 9 miesięcy po otwarciu.





Czy kupię ponownie? Tak. Jest to według mnie świetny produkt na początek dnia(w takiej formie zazwyczaj go używam). Nie tylko oczyszcza cerę, ale także nawilża, równoważy, budzi do działania! Brawa dla Glamglow!



Jak jest z Twoim oczyszczaniem cery? Na jakie produkty stawiasz?

*I znów dowiedziałam się czegoś nowego! Nie wiedziałam, jak odmieniać słowo "post". To wyraz o różnorakim znaczeniu. "Postu" zarezerwowane jest dla czasu w religii, natomiast "posta" dla internetowego wpisu. Nie jest to przyjęte książkowo, gdyż żaden słownik nie określa tej zasady, ale umownie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje zdanie też ma znaczenie i z chęcią je poznam :). Pamiętaj, by nie obrazić nikogo, tego nie będę tolerować.