czwartek, 8 października 2015

Laura Mercier, Smooth Finish Flawless Fluide


Witaj!

Kilka dni temu dodałam zdjęcie, które ukazywało podkład od luksusowej marki Laura Mercier, który tak strasznie chciałam mieć. Dziś spieszę z "pierwszym wrażeniem" i niestety ostatnim... 
Dodam, że nie używałam podkładów(oprócz stricte mineralnego!) od około trzech/czterech lat, bo zawsze coś mi w nich nie odpowiadało! I nie wiem, kiedy znów się zdecyduję...
Podkład Smooth Finish Flawless Fluide miał być moim ideałem. Dlaczego? "Oil free", niezapychający cery, długotrwały, o świetnej konsystencji(uwielbiam lejące się podkłady!), z naturalnym wykończeniem, niewyczuwalny na buzi...
Byłam do niego całkowicie przekonana. Nie myślałam nawet, że może być z nim coś nie tak. 

Przed zakupem oczywiście nałożono mi go na cerę i wytłumaczono jak i czym nakładać. Wyglądał na mnie, a może ja w nim obłędnie. Nosiłam go jakieś dwie godziny, po których nic się nie zmieniło. Zmyłam, gdyż szłam spać. I to był chyba błąd... Przez ten czas nie poznałam jego prawdziwego oblicza.

Dwa dni po zakupie wreszcie poczułam się lepiej i znalazłam chwilkę, by zaaplikować to płynne złoto. Niestety, jak to bywa z nowymi kosmetykami - w jednym miejscu nałożyłam go zbyt wiele i zrobiła się plama. Nie mając czasu na poprawki, zmyłam wszystko i wyszłam z domu. Stwierdziłam, że jutro przecież też będzie okazja, a mi pójdzie lepiej, bo już wiem, jak się z nim obejść.

I owszem, nadeszła ta chwila dnia następnego.
Efekt po nałożeniu był przepiękny. Fajne krycie, bez efektu maski, wydobycie naturalnego blasku cery, byłam zachwycona. Moja cera dawno nie wyglądała tak cudownie, przy tak naturalnym wyglądzie. Podkładu na twarzy nie było widać!
I czułam się z nim fenomenalnie... Na tyle, że przez 6 godzin nie zaglądałam w lusterko. I to był kolejny błąd!

efekt tuż po aplikacji, zdjęcie z telefonu(przepraszam!) bez żadnych filtrów i poprawek

Kiedy wróciłam z zajęć pierwsze, co zrobiłam, to podeszłam do lustra i... zaniemówiłam! Podkład chamsko zwarzony! Na nosie, brodzie, odrobinę na policzkach i uwaga(hit!) na ŻUCHWIE!!! Nie wiem dlaczego, nie chcę wnikać. Byłam wściekła, że kosmetyk rozsławiony i przede wszystkim BARDZO DROGI, bo za 269 zł(!), zrobił mi coś takiego.
I z góry przepraszam za brak zdjęcia, ale emocje wzięły górę nad czynami.

Niemal pobiegłam do Douglas'a, w którym został kupiony. Oczywiście wypytano mnie: na co, jak, czym utrwalałam kosmetyk... Byłam pierwszą osobą, która reklamuje ten podkład, która ma do powiedzenia coś złego na jego temat. Tu rodzi się pytanie: Czy to ze mną jest coś nie tak, czy ludzie nie korzystają ze swoich praw?

Przy okazji dowiedziałam się, że marka nie uznaje reklamacji(jeśli nieprawidłowe działanie kosmetyku nie jest wywołane chemicznie "złym składem" produktu). Dla mnie to istny żart! Jak taka marka może sobie pozwolić na takie zniechęcanie do siebie?! Bo tak to właśnie widzę - ważny zysk, zadowolenie klienta już niekoniecznie. Ja czuję niesmak.

Kierowniczka filii była na tyle uprzejma, że przewidziała negatywny odzew marki i od razu oddała mi pieniądze na kartę podarunkową, abym nie musiała długo czekać.

Mi taka forma zwrotu nie przeszkadza, bo pieniądze zostawię w Douglasie tak, czy siak(karta ważna bezterminowo), ale ktoś, kto robi tam zakupy okazyjnie, mógłby poczuć gorąc na policzkach...
Zachęcam do zakupów online, gdyż tam pieniądze zwracane są automatycznie na konto.

Za kraty, sio! Nigdy więcej!


Jak mawiają: "Nie wszystko złoto, co się świeci...". 

Znasz ten podkład? Z chęcią poznam Twój głos w tej sprawie!