Strony

wtorek, 8 września 2015

Skin79, Watermelon girl, czyli arbuzowa dziewczyna


Kilka dni temu dowiedziałam się, że wygrałam w konkursie organizowanym przez Skin79 i tym samym stałam się posiadaczką dwóch zabawnych masek(arbuzowej i pandy) oraz próbek ich kremów BB. Jako, że raz w tygodniu maskę na twarzy mieć muszę, stwierdziłam, że będzie to idealny moment na test! Tym bardziej, że od kilku dni moja cera stała się odwodniona...
Do nowości(przede wszystkim pielęgnacyjnych) podchodzę z wieeeelką rezerwą. I tym razem nie było inaczej. Markę znam. Mogłabym zanucić: "Znamy się tylko z widzenia...". Ale ciekawość zwyciężyła!









Jako, że w dniu testu na czole pojawiło mi się kilka krostek(wynik koszmarów sennych, dzięki którym budziłam się cała spocona...), przed nałożeniem maski udobruchałam skórę tonikiem Lotion P50[o moim KWC TUTAJ!]. Obawiałam się jakiejś agresywnej reakcji, podrażnienia, ale skoro maska miała łagodzić i nawilżać - ryzyk fizyk! Nie takie rzeczy na twarz nakładałam.

Skład: Water, Butylene Glycol, Glycerin, Citrullus Lanatus, (Watermelon) Fruit Extract(500ppm), Persea Gratissima(Avocado) Fruit Extract, Musa Sapientum(Banana) Fruit Extract, Actinidia Chinensis(Kiwi) Fruit Extract, Citrus Nobilis(Mandarin Orange) Fruit Extract, Trehalose, Betaline, Allantoin, Carthamus Tinctorius(Safflower) Flower Extract, Gardenia Florida Fruit Extract, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, PEG - 60 Hydrogenated Castor Oil, Tromethamine, Acrylates/C10 - 30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Fragnance, 1, 2- Hexanediol.

Po otwarciu opakowania wyciągnęłam z niego wilgotny, bawełniany płat. Jakże kolorowy i przyjemny dla oka! Chwilę mi zajęło rozplątanie go i dokładne dopasowanie do twarzy, ale to, co działo się później, zrekompensowało mi to.




Zanim zaczęłam napawać się chłodzeniem specyfiku, pokazałam się domownikom oraz Narzeczonemu, którzy nie ukrywali rozbawienia... I ja też nie! A najgorsze było to, że ruchy mojej twarzy były ograniczone(od śmiechów maska mogłaby się przemieścić) i całą mimikę musiałam schować do kieszeni ;).

Poza chłodzeniem nie czułam na buzi nic nadzwyczajnego. Był to po prostu przyjemny zabieg. Po 20 minutach usunęłam płat i urządziłam masaż skóry. Pozostałości żelu wchłonęły się w nią naprawdę szybko! Na koniec posmarowałam wypryski koncentratem Lierac i poszłam spać. 
I nie ukrywam, bałam się, co zobaczę rano...




Niepotrzebnie! Ta maska naprawdę działa! Po wcześniejszym przesuszeniu nie było żadnego śladu. A co najważniejsze - nie przybyły mi też żadne nowe krostki. Buzia stała się ujędrniona, delikatna w dotyku, rozświetlona i wręcz napita wodą! Jestem mile zaskoczona.
Z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić! Nie tylko fajnie działa, ale również wygląda przezabawnie :).


Czy znacie markę Skin79? Jak Wam się podobam w takiej odsłonie :D?
Kochani! Przypominam o ostatnich dniach konkursu #pielegnacyjnerytualy [KLIK]!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje zdanie też ma znaczenie i z chęcią je poznam :). Pamiętaj, by nie obrazić nikogo, tego nie będę tolerować.