środa, 12 sierpnia 2015

Wykończeni w lipcu


Dziś startujemy z pierwszą częścią "wykończonych". Nazwa "denko" jest tak popularna, a ja zawsze muszę po swojemu... ;)
Zacznę od tego, że naprawdę rzadko(lecz coraz częściej!) wykończam* kosmetyki do dna. Jeśli tak się dzieje, to naprawdę kosmetyk musi wkupić się w moje łaski. I tak jest z dzisiejszymi bohaterami.

Lipiec przyniósł dwa zużycia dwóch fajnych kosmetyków:
* wody micelarnej Bioderma Sensibio H2O AR(dla naczyniowców i wrażliwców),
* jednego z ulubionych balsamów do ust, czyli Clarins Moisture Replenishing Lip Balm with Essential Rose Wax.

Pierwsze spotkanie z Bioderma miałam około roku temu. Zakupiłam małą buteleczkę o(chyba) 100 ml pojemności. Było fajnie i nie wiem, dlaczego porzuciłam ją dla czegoś innego. Wróciłam do niej ~2 miesiące temu i to chyba miłość dozgonna! Po prostu robi to, co ma robić. Skutecznie, szybko, bez podrażnień usuwa makijaż. Podkład, puder, cienie, bazę, eyeliner, tusz do rzęs, tusz do brwi, WSZYSTKO demakijażuje ;). Pozostawia skórę czystą, lecz nawilżoną, ukojoną. Nie zabiera jej warstwy ochronnej, co jest bardzo ważne. 
Dla mnie tyle w temacie. To po prostu dobry produkt, który mogę polecić. Znając siebie pewnie nabędę coś innego i będę chciała testować, ale to nieodłączna część mojej osobowości.
Polecam kupować ją w dwupakach - wtedy w cenie jednego opakowania mamy dwa :)!



Balsam od Clarins swoją recenzję miał już TUTAJ. Nadal podtrzymuję to, co o nim napisałam. Nadal jest to najlepszy balsam do ust, z jakim miałam przyjemność współpracować. Nawilża, odżywia, bardzo długo utrzymuje się na wargach, a przy tym przyjemnie pachnie. 
Na razie nie dokupuję kolejnego egzemplarza, gdyż dzięki Marcie z Beautyness(pozdrawiam :*!) czaję się na balsam do ust z Sisley, a poza tym mam "nic niekupowanie" do września!



Ciekawi mnie to jak Wy "denkujecie"? Czy zdarza się Wam to tak jak i mnie, czy może nie chcecie uronić żadnej kropelki kosmetyku ;)?

UWAGA, UWAGA! Już za parę chwil, za chwil parę będzie konkurs z nagrodami. Bądźcie czujni.

*To słowo sprowadziło mnie do słownika i istnieją dwie poprawne formy - "wykańczać" oraz "wykończać". Dziwna sprawa, która niejednokrotnie mnie w naszym języku po prostu irytuje.