sobota, 11 lipca 2015

Baza pod cienie bez zastrzeżeń - Zoeva


Wychodzę z założenia, że nie ma cieni, które trzymałyby się na powiece bez konkretnej bazy. Tym bardziej jeśli ktoś jest posiadaczką przetłuszczających się powiek... A zgadnijcie kto jest ;)!
W swojej makijażowej kolekcji miałam już kilka baz: FM, Artdeco(nawet dwukrotnie, lecz do dziś nie wiem dlaczego), Zoeva. Dwie zdenkowałam, jedną wyrzuciłam w połowie opakowania, a kolejną użytkuję obecnie. Dziś nie będę się rozdrabniała nad każdym z tych produktów(chyba, że ktoś jest ciekawy - niech pisze!), lecz zajmę się konkretem - bazą od Zoeva.


Są cienie lepsze i gorsze, droższe i tańsze, lecz tak jak napisałam wcześniej - nie mamy wręcz prawa wymagać od nich, żeby trzymały się na gołej powiece bez żadnego rolowania, blaknięcia. Wymyślono więc bazę, która pozwala nam nie martwić się o makijaż oczu. Dzięki niej mamy wręcz pewność, że przepiękne smokey eye, które wykonałyśmy na wesele o 15, będzie w znakomitym stanie również o 6 nad ranem.

Kosmetyk Zoeva umieszczony jest w zgrabnej, czarnej tubeczce(plus za higieniczność). Jej zawartość to 7.5 ml. Posiadam wersję matującą(istnieje jeszcze perłowa). Ma kolor beżowy z domieszką żółci - dość fajnie(lecz subtelnie)kryje żyłki, naczynka, czy cienie w okolicach powieki.



Aplikacja jej to przyjemność. Ma konsystencję lekkiego korektora. Nie można jednak nakładać jej w żółwim tempie, gdyż dość szybko zasycha. Mimo wszystko nie trzeba być także strusiem pędziwiatrem... "Zwyczajne" tempo aplikacji jest odpowiednie dla tego kosmetyku.

Tak jak wspomniałam wcześniej -  baza zasycha i z kremowej konsystencji zamienia się w "coś" pudrowego. Nie ma jednak problemu z przyleganiem do niej cieni. Trzymają się. I to jak!



To najlepsza z wszelkich baz, które testowałam. Słyszałam nawet, że porównują ją do słynnej Lime Crime, która kosztuje około 100 zł(koszt Zoeva to ~30 zł), więc przed kupnem LC można spróbować Zoeva. Tym bardziej po aferze, jaka odbiła się szerokim echem w internecie ;).

Nakładałam na nią wiele cieni - od tych z wyższej półki po najtańsze. Nigdy mnie nie zawiodła. Oczywiście, kolor nie jest po XX godzinach tak samo intensywny, ale nadal wygląda świetnie i co bardzo ważne - zero wałkowania(a moje powieki mają dość zabawną budowę, która temu sprzyja)!



Często, kiedy mam "lazy day dla makijażu", nakładam ją w celu wyrównania kolorytu powieki. Twarz wygląda od razu inaczej - świeżo, promiennie, jednym słowem - nie straszę już ludzi cieniami w okolicach powiek. Podkreślę jednak, że nie jest to korektor i w tym celu się nie sprawdzi!


 baza Zoeva po zaschnięciu na całej powiece(od wewnętrznego do zewnętrznego kącika)

Czy po skończeniu wrócę do niej? NIE WIEM. Nie dlatego, że nie spełnia moich oczekiwań. Wręcz przeciwnie. Spełnia je niemal w 100%, ale... jestem kobietą - uwielbiam testować. Najchętniej już teraz kupiłabym Paint Pot w odcieniu Painterly z MAC, ale wiem, że jeśli okazałby się równie fajny lub lepszy, Zoeva poszłaby w kąt. Minimalizm przede wszystkim :)!

Jaka jest Wasza ulubiona baza pod cienie? Znacie bazę Zoeva? Jeśli tak, co o niej sądzicie?

Aha! Można mnie znaleźć także na Facebook'u - odnośnik w prawej części bloga :). Jeśli chcecie być na bieżąco, możecie się także dopisać do "przypominacza".